7 grzechów głównych komedii romantycznych

Komedia romantyczna jako gatunek filmowy jest niewiele młodsza od kinematografu i jeżeli chodzi o pomysłowość to równie nowatorska. Bez mrugnięcia okiem oglądamy setki różowych wytworów Fabryki Snów. Ostatnio w polskich kinach pojawił się film „Don Jon”, w którym główny bohater narzeka, że komedie romantyczne piorą kobietom mózgi. Czym? Swoim bardzo dalekim od rzeczywistości jej obrazem. Jakie są więc grzechy główne gatunku, na które od lat bezrefleksyjnie się nabieramy?

7 grzechów komedii
Ilustacja: Magdalena Małyska

1. Większość damsko-męskich przyjaźni jest skazana na romantyczny happy end

Podobno mężczyźni nie wierzą w damsko-męską przyjaźń, bo ta zawsze prowadzi do czegoś romantycznego. To by tłumaczyło, dlaczego Hollywood rządzone przez mężczyzn eksploatuje ten temat do bólu, ze sztandarowym „Kiedy Harry poznał Sally” na czele, po na przykład odrobinę młodsze „Moja dziewczyna wychodzi za mąż”. Główni bohaterowie komedii romantycznej to para damsko-męskich przyjaciół, albo znających się jak łyse konie, albo dopiero co zapoznanych sobie nawzajem. Dzielą się wzajemnie problemami, wspierają w trakcie kryzysów w związkach, najczęściej obydwoje uwielbiają te same rzeczy i z nikim nie bawią się tak dobrze, jak ze sobą nawzajem. W wyniku dramatycznych wydarzeń (choroba, jedno wyjeżdża za granicę, wychodzi za mąż lub ubiera seksowną sukienkę), połówka tej przyjacielskiej relacji dochodzi do odkrywczego wniosku: Gdzie ja miałem/miałam oczy? I rozpoczyna desperacką walkę o swojego przyjaciela, który nagle przeszedł na wyższą półkę obiektu seksualnego. Bo przecież byli sobie od zawsze pisani. Efekt jest taki, że panie zaczynają się rozglądać po swoich najbliższych męskich znajomych. Cóż, szansa na to, że między przyjaciółmi od dekady wybuchnie nagle iskra są tak duże jak to, że naszym przyjacielem nagle okaże się Justin Timberlake, jak to było w filmie „To tylko seks”.

2. Moja seksowna pomoc domowa

Odkąd Jennifer Lopez została pokojówką na Manhattanie nic nie jest już takie jak było. Dokładnie, to w tej samej roli pomocy poderwała dwa razy w różnych filmach zarówno Ralpha Fiennesa, jak i Matthew McConaugheya. To nie mógł być przypadek. Historia filmów, w których majętny przystojniak o złotym sercu podrywa swoją pomoc domową sięga czasów niewolnicy Isaury oraz całymi garściami czerpie z latynoskich telenoweli. Któż jednak nie lubi oglądać historii o dziewczynie, która nagle wskakuje do limuzyny, a zgorzkniały miliarder odkrywa dzięki niej piękno istnienia (najczęściej ów miliarder jest wdowcem, rozwodnikiem albo ma piękną, jędzowatą blondynka za dziewczynę, którą wyprowadza na bankiety). Pewnego rodzaju odskoczną od tej kliszy było „Pretty Woman”, choć tam Julia Roberts zepsuła bajkę grając prostytutkę – nie była do końca nieśmiałą cnotką. Tak czy owak – młody i przystojny miliarder czeka na każdą z nas. W swojej niewysprzątanej rezydencji. Taką historię w sumie przeżył były gubernator Kalifornii, Arnold Schwarzenegger. Tylko już miał żonę i dzieci, więc zakończyło się rozwodem i publicznym upokorzeniem. Życie to jednak nie jest latynoska telenowela.

3. Wielka miłość – mała kłótnia – wielki powrót – małe zaskoczenie

Wywołana wcześniej do tablicy Julia Roberts ma na swoim filmowym koncie również pełen dramatycznych zwrotów akcji „Notting Hill”. Jest to tak zwana „komedia z rozstaniem”, czyli po mniej więcej godzinie filmu para się kłóci, rozstaje, a później obydwoje snują się samotnie po Nowym Jorku/plaży/Londynie/pełnym pustych kubełków po lodach mieszkaniu. Po czym jedno z nich przychodzi po rozum do głowy i w szaleńczym pędzie biegnie prosić drugą osobę o wybaczenie. Najczęściej je otrzymuje, chociaż w „Casablance” wszystko poszło nie tak i Rick zdobył się na heroizm. Został sam.
Na motywie nagłego zerwania i jeszcze bardziej niezaskakującego powrotu oparto około 50% komedii romantycznych. Najlepiej znane to wspomniane już „Notting Hill”, „Dorwać byłą”, czy „Dziewczyna z Alabamy”. Ta ostatnia prezentuje również nurt powrotu do sielskiej krainy młodości. Ale ten rozprzestrzenił się na obszar o wiele większy niż tylko komedie romantyczne.

4. Zimna bizneswoman traci głowę

Odkąd kobiety nawet w amerykańskim, nadal siedzącym w okowach bawełnianego purytanizmu świecie uzyskały równouprawnienie, romans wiele stracił. Pracujące po dwanaście godzin kobiety sukcesu nie były aż tak wdzięcznym tematem na komedię romantyczną dla wrażliwych serduszek targetu. Na szczęście Hollywood jest bardzo elastyczne i na ambitne dziewczyny również znalazło sposób. Dramatyczne wydarzenia sprawiają, że twarda kobitka musi nagle zmienić swoje otoczenie, albo zmuszona jest nawiązać nawet czysto zawodową relację z przedstawicielem płci męskiej. Oczywiście w wyniku różnych perturbacji owa istota wyrzeźbiona w lodzie mięknie i zamienia się w kałużę brudnej wody u stóp wybranka swojego serca. Co prawda bardzo psuje to wizerunek samodzielnych kobiet, bo feministki nie lubią, kiedy im się mówi z ekranu, że najważniejsza w życiu jest prawdziwa miłość i że takowa nigdy nie idzie w parze z sukcesem zawodowym, ale tak naprawdę wszyscy lubimy patrzeć jak nadęta przedstawicielka korporacji musi zdjąć swoje szpilki by pchać samochód, który ugrzązł w śniegu gdzieś gdzie diabeł mówi dobranoc. Twardą laseczkę wielokrotnie grała Sandra Bullock, między innymi w „Miss Agent” czy „Narzeczonym mimo woli”. Zamarznięte serce roztopiło się również Cameron Diaz w „The Holiday”, ale któż by się oparł nieprzyzwoicie przystojnemu tatusiowi-literatowi, którego grał Jude Law? Pewnego rodzaju wariacją na temat zapracowanej, samotnej kobiety, która trafia na tego jedynego jest również „Dziennik Bridget Jones”, aczkolwiek sama Bridget sukcesów odnosiła bardzo mało. Dlatego utożsamiają się z nią miliony kobiet z humanistycznym wykształceniem.

5. Teściowie z piekła rodem

Żarty o teściach (głównie o teściowych) mają brody dłuższe niż Święty Mikołaj, ale każdy kto kiedykolwiek był na proszonym obiedzie u rodziny swojej drugiej połówki ten potwierdzi, że nie wzięły się z niczego. Z tej bombki stereotypów, miejskich legend i mniej lub bardziej prawdziwych historyjek postanowili również zaczerpnąć twórcy komedii romantycznych. Najpopularniejszą sagą o ciężkich relacjach z teściami są oczywiście przygody Grega i Pam w „Poznaj mojego tatę”, „Poznaj moich rodziców” i „Poznaj naszą rodzinkę”. Nie mniej problemów z mamusią z piekła rodem miała też Jennifer Lopez, której mężczyzna ze snów został powity przez prawdziwą diablicę (w tej roli znakomita i nadal dziarska Jane Fonda.) Na szczęście mimo wzajemnych różnic z teściami zawsze na końcu filmu można się dogadać. Prawdziwe kino ułudy ku pokrzepieniu serc.

6. Zły chłopiec wcale nie jest taki zły

Podobno problemem wszystkich kobiet jest ich wewnętrzna Matka Teresa, która wierzy, że każdego złego chłopczyka można zmienić w przykładnego męża i ojca. Na tej największej żeńskiej ułudzie również Hollywood zaczęło znosić złote jajko. Bo czyż nie ma nic bardziej budującego niż modelowy Zły Chłopiec, który pod wpływem siły uczucia zmienia się w zakochanego bez pamięci słodziaka? Wystarczy dobrać przystojnego aktora, za którymi szaleją kobiety na całym świecie i scenerię, w której nastąpi jego przemiana. Może to być wesele („Polowanie na druhny”, „27 sukienek”, „Duchy moich byłych”), męcząca praca („Dwa tygodnie na miłość”, „Czego pragną kobiety”), rojowisko samotnych matek („Był sobie chłopiec”). Niezależnie od sytuacji na końcu strzała prawdziwego uczucia przeszywa boskie ciało potencjalnego oblubieńca. Wyszarpany przez tysiąclecia schemat Dobra, które zwycięża Zło ewoluował w zaskakujący sposób.

7. Słodka dziennikarka i jej tajna misja

Media toną w kryzysie, zarabia się w nich mało i za długie godziny pracy, a kobiety, które dobrowolnie podejmują się tego zawodu z pewnością nie przychodzą do pracy codziennie ubrane na różowo i ze świeżym manicurem. Na szczęście na srebrnym ekranie wszystko wygląda inaczej i miliony ludzi na świecie nabierają się rokrocznie na mit pracy dziennikarskiej, która polega głównie na myśleniu o seksie i jedzeniu chińszczyzny na wynos. Pomijając kwestię „Seksu w wielkim mieście”, gdzie Carrie głównie patrzyła przez okno i pisała JEDEN felieton tygodniowo, praca dziennikarki otoczona romantycznym nimbem nadal dobrze się sprzedaje w kinach. Szczególnie, gdy owa dziennikarka jest „w akcji”, czyli próbuje napisać artykuł pod przykrywką, a jednocześnie, ukrywając swoją tożsamość, zakochuje się w przystojniaku nieświadomym jej prawdziwych pobudek. „Do diabła z miłością”, „Jak stracić chłopaka w dziesięć dni”, „Wyznania zakupoholiczki”, „Brzydka prawda”, „Z ust do ust” – we wszystkich tych filmach bohaterka próbuje dziennikarstwa śledczego, cały czas wygląda zjawiskowo i do tego jak muchy do lepu przyciąga przystojniaków. Oczywiście wybranek jej serca nie jest zachwycony, gdy dowiaduje się, że oblubienica jest przebiegłym przedstawicielem mediów, ale w gruncie rzeczy, to zawód wysokiego prestiżu społecznego, więc sytuacja jest do wybaczenia. Tak naprawdę nawet podli dziennikarze mogą dostać szansę na szczęśliwe zakończenie. I tego się trzymajmy.

25.05.2014

więcej w dziale Ekran: