Blokowiska w polskim kinie

Odkąd pod koniec lat sześćdziesiątych zdominowały krajobraz większości polskich miast, stały się nie tylko przestrzenią, ale niemym świadkiem, a czasem przyczyną dramatów – tych tragicznych, poruszających i tych o zabarwieniu komediowym. Gdyby przyjrzeć się polskiej kinematografii ostatniego ćwierćwiecza XX wieku, można śmiało powiedzieć, że blokowiska nie pojawiły się właściwie tylko w filmach przyrodniczych, historycznych i adaptacjach lektur (choć i tam mogły zaistnieć w ramach wpadki), ewentualnie nielicznych obrazach, których akcja toczy się na wsi. Poza tym przez kilka dekad i pokoleń Polacy wzruszali się, śmiali i filozofowali wraz z mieszkańcami osiedli z wielkiej płyty. Chociaż ich wizerunek ewoluował.

blokowiska

Niedopasowanie, absurd, groteska

Śledząc historie blokowe w polskim kinie można jednocześnie zauważyć zmiany społeczne, przejawiające się w stosunku Polaków do miejsca zamieszkania i oczekiwanej reakcji widza. Kiedy w późnych latach 60., następnie 70., na ekranach pojawiły się filmy Nie lubię poniedziałku, Człowiek z M-3, Nie ma róży bez ognia, a telewizja wyemitowała serial Czterdziestolatek, zarówno bohaterowie, jak i widownia należeli w znacznej mierze do przedwojennych roczników i dawnej inteligencji, dla której sytuacja oczekiwania na przydział mieszkania, następnie „praktyczne”, ciasneumeblowanie i oderwanie od starszych pokoleń wydawały się śmieszne i groteskowe. Zaprzyjaźnione familie zastąpili przypadkowi, nie zawsze lubiani sąsiedzi lub – o zgrozo – współlokatorzy. Bohaterowie, z którymi najbardziej sympatyzowali widzowie, byli nieprzystosowani, zawieszeni między „szlacheckim” wychowaniem a obowiązkowym zachwytem „nowoczesnym” trybem życia i afirmacją nowych warunków. We własnym mieszkaniu czuli się niepewnie, nie wszystkie rozwiązania ich przekonywały, a obok obowiązkowej meblościanki wieszano portrety przodków.Doświadczenia przeprowadzki i krótkiego stażu mieszkalnego jeszcze w niczym nie zapowiadały szarego marazmu i brutalności: dzieci bawiły się zgodnie na trzepaku niejako przenosząc do blokowiska zwyczaje z dawnych podwórek. Różnice środowiskowe były ukazane symbolicznie (przez język i powierzchowny wizerunek) i raczej śmieszyły, niż wzbudzały refleksję i współczucie.

Więzienne dylematy

W latach 80. stosunek do osiedli ulega zmianie. Zapowiedź nowego spojrzenia widzimy już w serialu Alternatywy 4 – jeszcze komediowym, chociaż już naznaczonym tragicznym naturalizmem. Jednak apogeum zewnętrznych i wewnętrznych konfliktów wynikających z „uwięzienia” w niewielkiej przestrzeni ludzi z różnych środowisk można znaleźć w Dekalogu, o którym pisałam więcej w artykule Gdzie się podział moralny niepokój?. W szarych więzieniach przebywają, cierpią i tęsknią przedstawiciele przedwojennej i nowej inteligencji, ale także młode, skłócone małżeństwa, samotne dzieci pozbawione kontaktów rówieśniczych, emerytowani artyści, pozornie wyzwolone kobiety. Młode pokolenia wychowały się w blokowisku, starsze już zapomniały o ideałach, utraciły wiejskie rodziny. Miejski awans, początkowo być może obiecujący, zamienił się w smutne niespełnienie i monotonną egzystencję wypełnioną robieniem zakupów w osiedlowym sklepie, parzeniem herbaty, czasem nieprzyjemną wymianą zdań z sąsiadem.  Jedyne warte uwagi okazują się – być może ostatnie – sprawy, o które walczą bohaterowie Dekalogu; dylematy moralne, które chociaż na chwilę zajmują i odrywają od codzienności „choroby przekazywanej drogą płciową”.

Tragiczne zunifikowanie

Najsmutniejszymi opowieściami o kondycji człowieka są jednak filmy z XXI wieku, w których o dobrotliwym humorze nie można już mówić wcale, ale, co gorsza, nie można mówić nawet o refleksji i potrzebach zmiany. W filmach Cześć Tereska, Jesteś Bogiem, czy Wojna polsko-ruska społeczeństwo bloków znajduje się w kulminacyjnym momencie unifikacji. Nie wiemy już, skąd pochodzą członkowie rodzin i jakie były ich plany życiowe, jeżeli takie istniały. Zaglądamy – prawie jak w policyjnym reportażu – do małych mieszkań, w których połowa mieszkańców jest alkoholikami i narkomanami, druga połowa – ofiarami przemocy. Ostatnim ratunkiem może być kościół (pojmowany nie jako miejsce wyznawania wiary, ale azyl, w którym bohatera nie spotyka przemoc), muzyka, albo kreacja na bezwzględnych agresorów. Dla bohaterów nie ma rzeczywistości poza blokowiskiem, przynajmniej nie we własnym życiorysie i własnych perspektywach. Nie ma już także propagandy, która dawałaby złudzenie dobrobytu i jednakowego losu wszystkich obywateli. Bohaterowie mają świadomość powstawania nowych klas społecznych, ale jednocześnie ich niedostępności, co sprawia, że rzeczywistość poza blokowiskiem staje się przestrzenią wrogą. Dorobkiewicze, inteligencja i „cywilizowana młodzież” podejrzewana jest o pogardę i poczucie wyższości. Jednak dla wrażliwych jednostek – takich jak tytułowa Tereska – także „własna” przestrzeń, znana od dziecka, jest nieprzyjazna: rówieśnicy prostaccy, a pokolenie rodziców zdziwaczałe i pogrążone w nałogach. To podwójne wyobcowanie sprzyja kumulowaniu się agresji i frustracji, co prowadzi do tragicznych rozwiązań.

Jaki będzie dalszy, filmowy i nie tylko, los polskich blokowisk? Czy są przestrzenią wyeksploatowaną, a może istnieje szansa na nowe światło i ujęcia? Czy możemy mówić o trzech pokoleniach „blokersów”, a może współczesna „mentalność blokowiskowa” jest tylko złudzeniem i uproszczeniem? Jak zwykle, zachęcam do dyskusji.

19.04.2015

więcej w dziale Ekran: