Bogowie

Po wielu tygodniach oczekiwania nadszedł czas, aby nareszcie przeczytać recenzję polskiego filmu. Październik to wyjątkowo płodny miesiąc dla naszej rodzimej kinematografii. Na ekrany kin trafiły Zbliżenia, Służby specjalne czy Bogowie i właśnie na tym ostatnim tytule chciałabym się dzisiaj skupić.

bogowie

Film opowiada historię Zbigniewa Religi – wybitnego polskiego kardiochirurga, który z uporem maniaka stara się udowodnić, że przeszczep serca jest możliwy. Wydarzenia przedstawione w filmie mają miejsce na przestrzeni trzech lat, od 1983 do 1986. Na pewno był to  najważniejszy a zarazem najtrudniejszy okres w życiu lekarza. Film zaczyna się w momencie kiedy pracuje on w Klinice Kardiochirurgii Instytutu Kardiologii w Warszawie, jednak wszyscy boją się zgodzić na taką operację, gdyż uważają ją za zbyt ryzykowną. Bezczelny i równocześnie genialny lekarz, trwając przy swych przekonaniach, postanawia przyjąć propozycję kierowania kliniką w Zabrzu. Przez ponad połowę filmu obserwujemy z jakim zaangażowaniem, mimo przeciwności losu, stara się ją otworzyć. Po przyjęciu stanowiska w Zabrzu okazuje się, że nie ma żadnych funduszy na sprzęt, ani na pracowników lecz dzięki wszelkim próbom zdobycia pieniędzy w końcu udaje się osiągnąć cel. Mamy okazję przekonać się, że ciężką pracą można osiągnąć to, co wydaje się niemożliwe. Reszta filmu poświęcona jest oczywiście kolejnym próbom przeszczepienia serca, jednak – biorąc pod uwagę, że film trwa dwie godziny – zajęły bardzo mało czasu. Wszystkie operacje zostały pokazane w przeciągu zaledwie trzydziestu minut, napisy końcowe spadają na nas jak grom z jasnego nieba. Uważam, że Bogów ogląda się na tyle dobrze, że twórcy mogli pokusić się o przedłużenie filmu, by móc pokazać te próby nieco dłużej i dokładniej. Szczególnie, że wspaniale udało im się oddać emocje, które odczuwali lekarze w obliczu porażki lub wygranej.

Bogowie to chyba najlepszy polski twór ostatnich lat. Choć wiemy, czego możemy się po nim spodziewać, ogląda się go jak dobry film akcji, który ciągle trzyma w napięciu. To naprawdę rzadki przypadek w polskim kinie, ale udało się z niego zrobić dobrą, inteligentną historię, która idealnie oddaje życie najzdolniejszego polskiego kardiochirurga. Jestem pewna, że nikt nie wyjdzie z seansu niezadowolony, bo Bogowie są na światowym poziomie i, wyjątkowo, nie mamy się czego wstydzić. Nie sądziłam, że to możliwe, ale reżyserowi udało się zrehabilitować po Wojnie żeńsko-męskiej i czas spędzony z Bogami to dla widza czysta przyjemność. Po wyjściu z kina odczuwa się także potrzebę poszerzenia wiedzy na temat życia pana Religi. Ale jedno jest pewne – nawet przez chwilę nie zapragniecie spojrzeć na zegarek. No, chyba jedynie na napisach końcowych, bo aż trudno uwierzyć, że to już.

Wielkie brawa należą się odtwórcy głównej roli. Nikt nie ma wątpliwości, że Tomasz Kot to bardzo dobry aktor, jednak nawet takim zdarzają się wpadki. Tutaj jednak nie ma mowy o wpadce, bo jako Zbigniew Religa wypada świetnie. Przypomnę, że Kot miał już okazję zmierzyć się z kinem biograficznym, kiedy wcielił się w Ryśka Riedla. Ta kreacja również była świetna, jednak uważam, że to właśnie rola przygarbionego, przechadzającego się szpitalnymi korytarzami, odpalającego co chwilę kolejnego papierosa lekarza jest rolą jego życia. Sposób w jaki odgrywa Religę jest godny podziwu – dokładnie oddaje jego gesty i ruchy. Trudno powiedzieć czy można nazwać to jeszcze grą, bo oglądając Kota miało się wrażenie, że to archiwalny film o Relidze; zarówno aktor, jak i charakteryzatorzy wykazali się profesjonalizmem. Powodzenie tego filmu, przede wszystkim, można zawdzięczać właśnie jemu. Mimo iż nie przepadam za polskimi filmami, nawet biograficznymi, to ten stanowi wyjątek. Warto obejrzeć go dla samej kreacji głównego bohatera oraz operacji, które są zobrazowane na bardzo wysokim poziomie.

Bogowie są naprawdę genialni, to prawdziwe osiągniecie dla polskiej kinematografii. Niestety nie robi się u nas wielu tak dobrych filmów, dlatego zachęcam, by skorzystać z okazji i obejrzeć go na dużym ekranie. Ode mnie dostaje 9 na 10, bo uważam, że to najlepszy rodzimy twór ostatnich lat.

31.10.2014

więcej w dziale Ekran: