Bunt PRL-u

Powojenna szarość wciągała młodych ludzi i nie pozostawiała złudzeń na lepsze życie. Z czasem okazało się, że istnieje niewielka szansa na zmiany. Wielu nastolatków uciekało rzeczywistości. Schronienie często znajdowali w muzyce.

jazz-199546_960_720

Zakończenie II wojny światowej dawało nadzieję wśród narodu polskiego na powrót. Wojna wdarła się do ich życia znienacka i wywróciła świat do góry nogami. Wraz z zakończeniem działań wojennych wielu miało nadzieję na lepsze jutro. Przybycie wojsk radziecki całkowicie zniweczyło te plany. Nowa władza wprowadzała kolejne zmiany. Na następne dziesięciolecia z mapy zniknęła Rzeczpospolita Polska, a pojawiła się Polska Rzeczpospolita Ludowa. Szarość zapanowała na ulicach całego kraju. Pojawiły się długie kolejki i ciągłe dążenia do lepszego jutra. Ludzie, którzy przeżyli wojnę, nie mieli sił na dalszą walkę. Wielu wyemigrowało z kraju, aby ustrzec się nienawiści ze strony władz sowieckich, które z rozmachem przejmowały kolejne placówki podporządkowane monopolistycznej partii i likwidowały generałów zaangażowanych w walki w czasie wojny.

Z czasem na arenie politycznej pojawiła się Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Początkowo zajęta była tworzeniem nowego ustroju, dlatego też nie przejmowała się modą, która przywędrowała z Zachodu.

Choć w pierwszych etapach rozprzestrzeniania się jazzu władze nie interweniowały, w pewnym momencie zorientowały się, że ich socjalistyczny świat chwieje się w posadach. Równo poukładaną rzeczywistością zawładnął jazz, muzyka kojarzona z Afryką i niewolnikami. Od 1946 roku rozpoczęły swoją działalność pierwsze zespoły. Otwierano kluby w największych miastach, aby wszyscy fani mogli wspólnie tworzyć nową, lepszą rzeczywistość. Rok później: Znany saksofonista i trębacz Jerzy Grzewiński rozpoczął współpracę z Leopoldem Tyrmandem, propagując podczas klubowych spotkań tradycyjną muzykę jazzową. Tyrmand głosił prelekcje, a Grzewiński ilustrował je muzyką – ich występy cieszyły się ogromnym zainteresowaniem.

Początkowo jazz był muzyką skupiającą wokół siebie garstkę wtajemniczonych. Z czasem sytuacja zaczęła się zmieniać. Na koncerty licznie przybywała młodzież z całego kraju, co nie mogło umknąć uwadze władz. Każdy dorastający człowiek potrzebował wolności: Do kontaktu z jazzem zachęcała nie tyle sama muzyka. Atmosfera klubów i ludzi, którzy je tworzyli, przyciągały odmiennym stylem bycia. Luz, szczerość i brak patosu to zjawiska niespotykane wówczas w życiu publicznym. Muzycy jazzowi i ich publiczność stworzyli wokół swojej muzyki otoczkę, która pozwoliła im odreagować komunistyczną szarość.

Na chwilę było dobrze. Kolory nie wróciły do codzienności, ale wlały nieco światła w nocne życie młodzieży. Pod koniec lat czterdziestych władze dostrzegły niebezpieczeństwo, jakie może nieść za sobą jazz. Głoszono hasła nawołujące do zerwania z „formalistyczną jazzową tandetą”. Muzykę potępiało walne zgromadzenie Związku Kompozytorów Polskich. Przeciwko nowej sztuce wytoczono największe działa. Pod głosami sprzeciwu podpisywali się nie tylko politycy, ale również pisarze. Tadeusz Borowski apelował: Pamiętajcie, że muzyka jest polityką. Tak samo jak literatura i sztuka. (…) muzyka nie ochroni siebie od zniszczenia, choć nam wydaje się wieczna. Fosfor ją spali, but gestapowca rozdepce, komora gazowa otruje artystę, kolba rozbije instrument. Dlatego wiedzcie, ze grając Chopina, czy chcecie, czy nie chcecie – bronicie pokoju (…) na świecie przed zbrodniarzami wojennymi. Przed imperialistami, którzy chcieliby z nas uczynić mięso armatnie, a z kultury pornografię i jazz. Doświadczony przez wojnę autor Pożegnania z Marią miał rację, nawołując do pokoju. Jednak to nie młodzi ludzie budzili wrogie nastroje. Z czasem władze jednoznacznie zaczęły utożsamiać muzykę z promowanie wrogiej ideologii. W państwie panowała monopartyjność, a mimo to obawiano się młodych ludzi poszukujących odrobiny radości w życiu. Palono biblioteki i niszczono płyty winylowe, które zawierały muzykę jazzową. Likwidowano zespoły i zamykano kluby.

Silny atak i chęć całkowitej likwidacji jeszcze mocniej zmotywował młodych ludzi do działania. Wprawdzie zespoły od tej pory zmuszone były grać w tajemnicy, jednak wierni fani nie opuścili ich. Symbolem tamtych czasów stała się grupa Melomani z najsłynniejszymi jazzowymi prekursorami w składzie – Jerzym Dudusiem Matuszkiewiczem i Andrzejem Trzaskowskim. Początkowo muzycy grywali wyłącznie w swoich łódzkich mieszkaniach, z czasem, drogą pantoflową, o próbach dowiedziały się kolejne osoby. W pokoju wypełnionym ludźmi nie było mowy o próbie, próby zostały zmienione w improwizowane koncerty.

Jazz miał wielu zwolenników i jeszcze więcej przeciwników. Kochało go młode pokolenie, liczne i buntownicze. Dzięki temu przetrwał i miał szansę nieustannie się rozwijać. Czas PRL-u był trudnym etapem historii. Młodzi ludzie nie żyli we w pełni skomputeryzowanym świecie. Nie mieli dostępu do telefonów i mediów społecznościowych. Jednak nic nie potrafiło ich powstrzymać. Pragnęli dodać kolorów szarości, która ich otaczała. Grając jazz, uciekali od tego, co było dla nich nie do zniesienia.

22.08.2016

W. Kałużyński, Niebieskie Ptaki PRL-uWarszawa 2013, s. 75-82. 

więcej w dziale Miszmasz: