Dlaczego kochamy seriale kryminalne?

Na zdrowy rozum przy oglądaniu seriali kryminalnych przyjemność powinna być wątpliwa. Śmierć w każdym odcinku, miejsca, w których dokonano zbrodni, nerwy napięte jak postronki. Jednak z roku na rok amerykański przemysł serialowy, z rosnącą pomocą brytyjskiego i skandynawskiego, wypuszcza na rynek kolejne produkcje kryminalne. Na czym polega więc sekret produkcji ze zbrodnią w tle?

Bez tytułu
Ilustacja: studlife.com

Po pierwsze – niezrealizowana potrzeba przygód

Życie w świecie wysokorozwiniętej zachodniej cywilizacji jest (w zależności od państwa) względnie dostatnie, stabilne i bezpieczne. Policja śledzi przestępców jeszcze zanim popełnią oni wykroczenie, monitoring miejski dba o nasze bezpieczeństwo poza domem, a i we własnych mieszkaniach jesteśmy otoczeni przez szczelnie zamykane drzwi i rolety antywłamaniowe w oknach. Wojna dla większości z nas jest obecna tylko na kartkach podręczników historii, a potwory w stylu Godzilli są na szczęście niebezpieczne tylko w blockbusterach. Nic dziwnego, że ludzka potrzeba walki z zagrożeniem, przysłowiowego dreszczyku emocji, została zredukowana do minimum i szuka ujścia w sytuacjach, w których potencjalnie nic nam nie zagraża, ale odczuwamy pewien rodzaj przerażenia i wyostrzenia zmysłów. Seriale kryminalne dają nam pozorne wyobrażenie współuczestnictwa w emocjonujących wydarzeniach, z utkwioną w tyle głowy przez cały czas świadomością, że siedząc w domowym fotelu jesteśmy całkowicie bezpieczni i zrelaksowani. Co przeżyjemy jednak podążając za policjantem z bronią w ręku, to nasze!

Po drugie – nietypowa terapia i odskocznia

Im bardziej emocjonujący serial, tym większa szansa, że oderwie nas od rzeczywistości. Seriale kryminalne spełniają to zadanie najlepiej (lub na równi z „Grą o Tron”). Niezależnie więc od tego, czy przeżyliśmy najgorszy dzień naszego życia, nadal jesteśmy bezrobotnymi studentami, a na obiad był tylko chleb posmarowany nożem, na dwadzieścia lub czterdzieści minut jesteśmy w stanie zapomnieć o rzeczywistości. Równie dobrze seriale sprawują się w dniach stresujących, kiedy stanowią odskocznę od nadchodzącego egzaminu lub po owym egzaminie przenoszą skoki adrenaliny na inny, mniej realny grunt. Czas się zatrzymuje, gdy śledzimy z naszymi bohaterami kolejną zbrodnię, a jej rozwikłanie odbieramy jak nasz własny sukces. Ten, który w naszym życiu się nie wydarzył lub ten kolejny danego dnia.

Po trzecie – pożądany dreszczyk strachu

Mimo, że na co dzień nie żyjemy w świecie wyjętym rodem z „Jurassic Park”, to nie bez przyczyny filmy o zagrażającym ludzkości śmiertelnym niebezpieczeństwie nadal są kinowymi blockbusterami. Czy jest to Godzilla, pradawny mutant czy statek obcych zawieszony nad Białym Domem, wszystko sprowadza się do opowiedzania przerażającej historii ku przestrodze widza. Ze względu na budżet seriale telewizyjne nie mogę nas straszyć napromieniowanymi potworami, ale umoralniające opowieści o zbrodni i karze jak najbardziej spełniają podstawowe założenia. Ludzkość przekazuje sobie ustne bajania o mrożących krew w żyłach wydarzeniach od zarania dziejów mowy, a poczucie przerażenia lub ekscytacji zostało odkryte jako nie do końca zrozumiałe źródło rozrywki już dawno temu. Seriale kryminalne jak wiadomo są doskonałą rozrywką, zaludnioną pasjonującymi, dzielnymi śledczymi oraz pokręconymi zbrodniarzami uwikłanymi w niejednoznaczne historie. Źli walczą z dobrymi, a wynik tej rozgrywki nigdy nie jest przewidywalny. A im bardziej szokujące rozwiązania są nam przedstawiane, tym lepiej.

Po czwarte – fascynujące łamigłówki

W przeciwieństwie do seriali typu „teen drama”, o randze serialu kryminalnego świadczy nie tyle problem sam w sobie, co wszystkie drogi, które prowadzą do jego rozwiązania. Cóż, nie ma chyba lepszego sposobu na rozruszanie mózgu o poranku, niż obejrzenie odcinka ulubionego serialu kryminalnego w trakcie śniadania. Motywy zbrodni, główkowanie policjantów lub agentów FBI, nagłe zwroty akcji, przebłyski geniuszu prowadzące do uchwycenia mordercy. Podobno do utrzymania wysokiej formy intelektualnej wystarczy rozwiązanie jednej zagadki dziennie. To w sumie tylko jeden odcinek, prawda? A jakie zyski!

Po piąte – ludzkość jest taka, a nie inna

Teza, że każdy człowiek jest z natury dobry, ma tak nie wielu zwolenników, że nic dziwnego, że seriale kryminalne mogą trwać latami i nadal nie zabraknie w nich pomysłowych psychopatów oraz bardzo, bardzo złych ludzi. Co prawda notoryczni mordercy nie pojawiają się na progu zwykłego szarego obywatel ot, tak po prostu, ale jak pokazują seriale kryminalne, wszystko się może zdarzyć. Jesteśmy więc w głębi ducha przygotowani na najgorsze, wiemy, żeby zamykać okna gdy jesteśmy sami w domu i nie otwierać obcym. Niezależnie od tego, co myślimy o przedstawianych w serialach kryminalnych „zbrodniarzach”, każdy odcinek mówi nam wiele o kondycji współczesnego człowieka. Świat ma wiele mrocznych odcieni, a naszym zadaniem jest oddzielić to, co zniszczone od tego, co dobre i piękne. W większości seriali kryminalnych dzielni stróże prawa odkrywają najważniejsze poszlaki i są w stanie przyskrzynić przestępcę. Patrząc na ich działania widzimy wszystkie ciemne strony naszej rzeczywistości, ale jednocześnie wierzymy, że nic złego nas nie spotka, dopóki mamy w sobie wiarę, że ktoś wykwalifikowany nad nami czuwa i uchroni nas od złego losu.

Po szóste – jest o czym porozmawiać

Kto nigdy nie obejrzał ani jednego serialu kryminalnego, niech pierwszy rzuci kamieniem! Impreza, masa ludzi, drinki wirują, a Ty spędzasz kolejny kwadrans rozmawiając ze znajomymi o ostatnim odcinku „Bones” lub „Criminal Minds”? Cóż, wbrew pozorom oglądanie kolejnego odcinka opowiadającego o pogoni za zbrodnią zbliża do siebie ludzi. Czasami działa to na tyle skutecznie, że możemy mówić już o parach, które połączyła serialomania.

10.06.2014

więcej w dziale Ekran: