Dobry jak czekolada. Opowieść o Wedlach i czekoladzie

Chyba nie ma w naszym kraju osoby, która choć raz nie spróbowałaby wedlowskiej czekolady. Nawet jeśli się taka trafi, to z pewnością przynajmniej słyszała o tym produkcie lub widziała go na sklepowej półce. Skąd wzięli się Wedlowie, skąd wzięła się czekolada i dlaczego opanowała podniebienia ludzi na całym świecie? Anna Czerwińska-Rydel w książce Moc czekolady1 przybliża historię surowca i spolonizowanej niemieckiej rodziny, która od 1845 roku produkuje przysmak bogów.

dobry jak czekolada-Izabela Sobierajska
Ilustacja: Izabela Sobierajska

Przysmak bogów, Theobroma cacao. Tak nazwał kakaowiec Karol Linneusz. Kakao nie było znane w Europie aż do czasu wielkich odkryć geograficznych. Dobrze znali je za to mieszkańcy Ameryki Środkowej i Południowej, gdyż tamtejszy wilgotny klimat sprzyja wzrostowi uprawom kakaowców. Zjedzenie kilku małych ziaren było doskonałym sposobem na szybkie dostarczenie sobie energii do pracy.
Do Europy sprowadzili je kolonizatorzy – już Krzysztof Kolumb przywiózł na swoim statku ziarna kakaowca. Surowiec ten zdobył popularność w XVII wieku, gdy nauczono się rozcierać ziarna na proszek i pić po wymieszaniu z wodą i cukrem. Czekolada okazała się doskonałym lekiem – mieszano ją z ziołami i przyprawami leczniczymi, aby poprawić ich kiepski smak. W pierwszej połowie XIX wieku wymyślono tę formę podawania krzepiącego ziarna, którą znamy najlepiej – tabliczkę.

Karol Wedel był Niemcem, cukiernikiem, który praktykował w Londynie i Paryżu. W trakcie poszukiwań ofert pracy trafił na ciekawe ogłoszenie – warszawski wytwórca karmelków i ciast Karol Gronhert szukał właśnie pracowników. Wedlowie sprowadzili się do zajętej przez zaborcę Warszawy, ale droga do sukcesu nie była łatwa. Po kilku
latach owocnej współpracy z Gronhertem Karol Wedel zaproponował swojemu już wówczas wspólnikowi, żeby zajęli się wytwarzaniem czekolady. Obawa o to, skąd wezmą maszyny i piekielnie drogie ziarna, przeważyła, ale Wedel był coraz bardziej zdeterminowany do zrealizowania swojego marzenia. Odszedł od Gronherta, aby założyć własną cukiernię na ulicy Miodowej i początkowo na zapleczu produkować czekoladę. Zaczęło się od maszyny do produkowania pitnej czekolady, która od początku podbiła serca warszawiaków. Sukcesywnie rozwijał swoje przedsiębiorstwo, by pod koniec życia przekazać je w ręce syna, gdy uznał, że ten nabrał już kwalifikacji do zarządzania firmą. To Emil Wedel, syn, wymyślił, że przez umieszczenie podpisu na każdej kostce czekolady jego wyrób stanie się niepodrabialny i każdy klient będzie mógł bez trudu rozpoznać Wedlowską czekoladę. W swojej kawiarni Wedel miał zaszczyt podejmować wybitnych literatów – Prusa i Sienkiewicza, który zawsze kupował „tylko na prezent”.

Wnuk Karola Wedla, Jan, doprowadził działalność rodzinną do największego rozkwitu. Jako młodzieniec udał się na studia do Szwajcarii. Wrócił na rodzinną ziemię jako doktor chemii i absolwent politechniki, władał kilkoma językami obcymi i praktykował w najlepszych europejskich cukierniach. Nie od razu dostał fabrykę w kierownictwo – zaczynał jako zwykły robotnik, aby móc się przekonać, jak wygląda każdy etap pracy nad czekoladą. To nauczyło go pokory i szacunku do każdego, kto zatrudniał się w przedsiębiorstwie. Aby uzyskać jak najlepsze ziarna kakaowca, wyjechał do Ameryki Południowej. Tam nauczył się rozpoznawać różne ich gatunki, co pozwoliło mu na wybór najlepszego. Taki wybrał do zasadzenia na swoich plantacjach, które miały go uniezależnić od nieterminowych dostawców.

Jan Wedel był wizjonerem – w okresie kryzysu przeniósł siedzibę firmy do większego budynku, uznał też, że można zatrudnić przy produkcji czekolady kobiety. Wprowadził szereg udogodnień dla pracowników – kazał założyć żłobek i przedszkole przyzakładowe, zainstalował urządzenia sanitarne umożliwiające dbanie o maksymalnie higieniczne warunki pracy, stworzył stołówkę pracowniczą i gabinety lekarskie. Wiedział, że nic nie zastąpi człowieka i bardzo szanował swoich podwładnych, jadał z nimi i każdego dnia rozmawiał. To dzięki niemu do dziś Wedel produkuje Ptasie Mleczko ®. Szczególnie dobroć Jana odczuli warszawiacy w okresie II wojny światowej – prowadził stołówkę, w której za darmo można było zjeść w ciężkich czasach. Nie bał się Niemców, bo miał walutę, którą da się przekupić każdego – spryt i czekoladę. Mimo że mógł uniknąć wszelkich represji z racji niemieckiego pochodzenia, nigdy z tego nie skorzystał. Mówił, że nie mógłby spojrzeć w oczy ludziom, którzy wierzyli, że jest prawdziwym Polakiem; za takiego zresztą sam siebie uważał.

Po wojnie Jan Wedel przestał być właścicielem swojej fabryki – dobro prywatne nie istniało. Zmieniono także nazwę przedsiębiorstwa na 22 lipca. Jan Wedel mógł tylko kupować swoją-nieswoją czekoladę i siedząc na ławce, obserwować państwową firmę. Nie dożył upadku komuny i powrotu Wedlów do ich dziedzictwa. Zmarł w 1960 roku, a na jego pogrzeb przyszły tłumy, bo zmarł ktoś ważny – prawdziwie dobry człowiek, człowiek dobry jak czekolada.

To wszystko i wiele więcej znajdziecie w książce Moc czekolady. Dziś Wedel nie jest już polską firmą, ale charakterystyczny podpis wciąż tłoczony jest na każdej kostce i przypomina o pięknej historii rodziny, która niemal wszystko w swoim życiu podporządkowała czekoladzie.

1 Anna Czerwińska-Rydel, Moc czekolady, Warszawa 2014.

11.02.2016

więcej w dziale Miszmasz: