Dym z papierosa

Siadam przy biurku, zapalam papierosa i bezmyślnie wpatruję się w ekran monitora… Gęsty dym wypełniający pokój zaczyna mnie drażnić. Rozsuwam zasłony i otwieram okno.

dymzpapierosaduza

Uradkowo zerkam na teatr życia rozgrywający się na brudnej krakowskiej ulicy… na zmokłych od deszczu i przesiąkniętych codziennością ludzi, na ich wyblakłe marzenia ciągnące się na cienkich nitkach złudzeń. Podążam za nimi wzrokiem, dopóki ich smutne, rozmyte w strugach deszczu sylwetki nie znikną na przecięciu ulic, w wąskich gardłach kamienic lub w ciasnych puszkach samochodów.
Dopalam papierosa i powracam do zastygłej na ekranie fotografii. Patrzę na zatrzymaną w czasie podobiznę Heleny Modrzejewskiej, na czarno- białe wspomnienie Gilberty z komedii Henriego Meilhaca i nagle dostrzegam w niej o wiele więcej niż niespełna piętnaście minut wcześniej…o wiele więcej niż zdołał uchwycić wprawny aparat Jana Mieczkowskiego.
Jest rok 1871, mająca trzydzieści jeden lat aktorka jest największą gwiazdą warszawskiej sceny teatralnej, żoną arystokraty i symbolem kobiety nowoczesnej. Rzadko wspomina o przeszłości, jakby chciała wymazać z pamięci długie lata biedy i upokorzeń. Lata nieistnienia, uwięzienia w murach własnych ograniczeń.
„Ta mała nigdy nie zostanie aktorką!” – ostre słowa zrywające pajęczynę marzeń nadal brzmią jak wyrok, paraliżują zmysły. Bliskość chłodnych ramion Zimajera zniewala oddech… Wspomnienie długich, zimnych nocy w starej, zniszczonej budzie objazdowego teatru szczelnie zamyka się na spodzie kufra, upchniętego pospiesznie w ogromnej garderobie sławy. I dziś tylko jej spojrzenie nosi tajemnicę bolesnych doświadczeń, tajemnicę rozpaczy odciskającą się strumykami łez na gładkich policzkach. Urwane macierzyństwo, śmiech malutkiej córeczki zarejestrowany w krótkiej przerwie między kolejnymi aktami sztuki.
Zatrzymana błyskiem flesza scena hipnotyzuje mnie. Wyobrażam sobie wnętrze wytwornej restauracji i kobietę siedzącą samotnie przy stoliku. Wyłączoną z ogólnej wrzawy, zaplątaną w ciężką suknię doświadczeń, pustymi oczami patrzącą na bawiących się wokół ludzi. Nie mogąc zebrać myśli przypatruję się zastygłej w bezruchu aktorce… Sięgam po zapalniczkę i po raz kolejny zaciągam się plątaniną myśli.
Modrzejewska ze zdjęcia Mieczkowskiego pali papierosa. Jej długie szczupłe palce ściskają ulatujący z dymem substytut rozkoszy. Mija kilka chwil, papieros gaśnie a ona powraca na wielką salę i znów jest gwiazdą. Przeszłość rozpływa się razem z tytoniowym dymem. Znika. Każdy etap jak gaszony w pośpiechu niedopałek odchodzi w zapomnienie. I nigdy już nie powraca.
„Komediowy portret” Modrzejewskiej przypomina mi raczej akt „Życia”, chwilę napięcia przed zbrodnią, przed ostatecznym unicestwieniem we własnych wspomnieniach. Czas zakulisowej słabości, kiedy zmęczona udawaniem aktorka może w końcu zrzucić maskę i z dala od ludzkich spojrzeń, przez chwilę prawdziwie być sobą. Puste oczy Kobiety zdradzają pragnienie wolności, chęć ucieczki przed narzuconą rolą, przed skrywany pod powiekami obłędem. Przed samotnością i długimi, nużącymi wersami scenariuszy. Zacierają się granice między tym co grane, a tym co przeżywane. Świat fikcji wkrada się do codzienności i dziś nikt nie wie co jest wspomnieniem, a co inscenizacją zapisu ręki szaleńca…
Wyciągam z paczki ostatniego papierosa, długo trzymam go między palcami, błądząc wśród własnych wspomnień. Wyglądam przez okno. Deszcz przycichł, pustą, słabo oświetloną ulicą spaceruje spokojnie młoda kobieta, jej twarz delikatnie oświetla słabe światło latarni. Kobieta przystaje, zapala papierosa – robię to samo. Nasze spojrzenia na chwilę krzyżują się, później ona odchodzi, zabierając ze sobą swoją historię. I przez chwilę staje się postacią z fotografii. Zerkam na zegarek, gaszę papierosa i krótkim kliknięciem zamykam zapisaną na zdjęciu opowieść.

12.03.2014

więcej w dziale Scena: