Dzień dobry, kocham cię!

Czy polskie fatum trwa nadal? Dlaczego Polacy nie potrafią nakręcić dobrej komedii? Po serii kiepskich filmów człowiek traci nadzieję, że będzie lepiej. Potem, dziwnym zbiegiem okoliczności, w kinach pojawiają się Bogowie, a my cieszymy się, że w końcu nastała dobra era. Oczywiście to kłamstwo, które żeruje na naszej naiwności. Bo po dobrym filmie znowu następuje seria żałosnych dzieł, których celem jest zaciągnięcie nas do kina na coś bezwartościowego. Potrafimy być najgorsi chyba we wszystkim.

dziendobry

Basia to młoda, atrakcyjna blondynka, która jeszcze nie spotkała miłości swojego życia. Pewnego dnia wpada na przystojnego lekarza Szymona. Oboje zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. Niestety on przez pomyłkę podaje jej zły numer, a sam traci jej. W tym właśnie momencie powinniśmy się opamiętać i wyjść z kina, bo ta sytuacja daje nam do zrozumienia, że będzie tylko gorzej. Przez cały film za wszelką cenę próbują się odnaleźć. W międzyczasie Basia spotyka znajomego sprzed lat, za którego decyduje się wyjść za mąż bez miłości. Historia tak nudna, że aż za serce ściska.

Komedia romantyczna to bardzo miły i banalny temat. Zawsze zaczyna się tak samo: ktoś samotny nagle zakochuje się od pierwszego wejrzenia, potem następuje okropna kłótnia niszcząca związek lub ewentualnie po prostu się nie znają i nie wiedzą, jak spotkać ponownie, a w ciągu ostatnich pięciu minut godzą się lub znajdują. Temu wszystkiemu towarzyszy jakaś piękna sceneria. W 70 procentach przypadków jest to: deszcz, fontanna lub morze, gdyż reżyserom miłość najwyraźniej kojarzy się z wodą. Takim właśnie sposobem idealnie opowiedziałam Wam najnowszą polską komedię Dzień dobry, kocham cię! Idąc na kolejną banalną historyjkę do kina, widz naprawdę nie ma wielkich oczekiwań. Więc dlaczego jestem aż tak zszokowana poziomem tego filmu? Chyba dlatego, że we wszystkich krajach komedie romantyczne nie są wysokich lotów, ale te w Polsce naprawdę są najgorsze. Oczywiście zdarzają się przypadki świetnych romansideł, lecz to naprawdę mały procent. Idąc do kina, miałam nadzieję, że zobaczę coś śmiesznego, nieskomplikowanego, coś co zatrze wspomnienie po takich komediach jak Och Karol 2 czy Podejrzani zakochani. Rzeczywiście jest odrobinę lepiej, ale cudów dalej nie ma.

Nawet nie można powiedzieć, że warto zobaczyć ten film chociaż dla aktorów – no chyba że dla drugoplanowych. Olga Bołądź i Paweł Domagała to jedyne pozytywne postacie w całym filmie. Największy zawód sprawiła mi słodka blondyneczka z reklamy. Jest tam tak słodka i zabawna, że spodziewałam się tego samego na dużym ekranie. Niestety nic bardziej mylnego, a rola w filmie chyba ją przerosła. Jako drugi pod ostrzał krytyki idzie Aleksy Komorowski, bardzo przystojny, polski i na pewno nie aktor. Mimo iż żeńska widownia została wizualnie zaspokojona, aktorstwa chyba nikt nie uświadczył. Do tej pory myślałam, że jeżeli ktoś jest po prostu piękny i utalentowany jak Matthew McConaughey, może zagrać nawet drzewo, a i tak uratuje film. Otóż nie, bo w Dzień dobry, kocham cię! mamy przystojniaka, który właśnie gra drzewo i w ogóle mi się to nie podobało.

Oczywiście nie zabronię nikomu iść do kina, zawsze uważałam, że wszystko warto samemu zobaczyć, nawet niewypał. Chociaż jeżeli komuś podobały się np. Listy do M. , to jest cień szansy, że to również się mu spodoba. Ja niestety nie jestem fanem polskich filmów, a już na pewno nie komedii romantycznych. Uważam, że Polacy powinni skupić się na filmach biograficznych, bo wymyślanie historii nie idzie nam najlepiej. Natomiast jeżeli tworzymy film na podstawie czyjegoś życia, idzie nam całkiem nieźle. Chociaż nie mam wątpliwości, że i temu dalibyśmy radę. Moja ocena dla Dzień dobry, kocham cię! to 3/10.

5.12.2014

więcej w dziale Ekran: