Gdzie leży granica

Ciekawość, pasja, a może chęć zdobycia sławy? Trudno zgadnąć, co tak naprawdę sprawia, że ludzie decydują się zająć fotoreportażem wojennym. Jedno jest pewne – granica jest cienka, w każdej chwili można pójść w niewłaściwym kierunku, z którego powrót nie będzie łatwy.

ec01b59d197021253cf94e82d9753703

O czym myślicie, widząc to zdjęcie? Jakiś czas temu zadano mi identyczne pytanie i nie wiedziałam, jak na nie odpowiedzieć. Fotografie widziałam po raz pierwszy. Nie znałam autora i nieudolnie próbowałam zgadywać, z jakimi wydarzeniami może być związana. Ostatecznie wyraziłam współczucie względem młodego chłopaka w kraciastej koszuli. Uznałam, że z pewnością jest ofiarą mężczyzny z ukrytą twarzą, który niesłusznie celuje w niego pistoletem. Prawda okazała się całkowicie inna, a ja po raz kolejny uświadomiłam sobie, że nie należy oceniać pochopnie przedstawionej sytuacji.

Autorem fotografii był Eddie Adams, amerykański fotoreporter. Została wykonana w 1968 roku w czasie wojny w Wietnamie. Nosi tytuł: Generał Nguyen Ngoc Loan rozstrzeliwuje więźnia Wietkongu na ulicy Sajgonu. Zdjęcie powstało w czasie dramatycznych starć pomiędzy wietnamską partyzantką a armią amerykańską i wspieranym przez nią wietnamskim wojskiem. Przedstawia egzekucję partyzanta Wietkongu, której dokonuje wietnamski generał. Główny bohater zasłużył na swoją karę. Jako dowódca grupy dopuścił się zabójstwa na amerykańskich żołnierzach.

Zdjęcie przyniosło sławę Adamsowi dzięki wygranym w konkursach Pulitzera i World Press Photo. Równocześnie wzbudziło falę ogromnej krytyki ze strony odbiorców, przez których chłopiec w kraciastej koszuli odbierany był jako ofiara. Czy Adams słusznie zaryzykował? Czy nie przekroczył reporterskiej granicy? Czy w tym zawodzie w ogóle istnieją jakieś granice? Nie ma odpowiedzi na te pytania. Decyzja to ułamek sekundy. Później autorem kieruje już tylko chęć przekazania światu swojego dzieła.

W tym przypadku autor szybko pożałował rozgłosu, jaki osiągnął dzięki publikacji. Chciał jedynie spełnić swój reporterski obowiązek, a tymczasem zrujnował życie niewinnego człowieka. Strzelający generał nie był niczemu winny. Niestety ludzie napiętnowali go i okrzyknęli oprawcą dokonującym zbrodni na niewinnych ludziach. Do końca życia zmagał się z oskarżeniami. Granica została przekroczona i nikt nie wiedział, jak wrócić na właściwe tory.

kevin-carter-1

Podobnych historii jest wiele. Kolejna zdarzyła się w 1993 roku w RPA. Fotoreporter Kevin Certer uwiecznił na zdjęciu klęskę głodu w Afryce. Okazja na zrobienie fotografii nadarzyła się przypadkowo. Spacerując, zobaczył wygłodzone sudańskie dziecko, które z braku sił zatrzymało się na środku nasłonecznionej drogi. Nie zauważyło potężnego sępa, który czaił się na jego życie. Certer wykorzystał idealną scenerię i bez chwili zastanowienia zrobił zdjęcie. Później odszedł.

Swoje zadanie wykonał perfekcyjnie. Wiedział, że obraz uchwycony w obiektywie będzie wiele warty. Nie przewidział jednak pytań o dalsze losy dziecka. Na Cartera spadła fala krytyki. W jednej chwili stał się sławny, a zarazem potępiony. Z czasem poczucie winy doprowadziło do głębokiej depresji i samobójstwa. W liście pożegnalnym napisał: Jestem załamany. Bez telefonu, pieniędzy na życie i na alimenty. Prześladują mnie żywe obrazy zabitych i cierpiących, widoki egzekucji, rannych dzieci.

Po raz kolejny fotografia okazała się potężną bronią, której wszyscy wierzą, choć pokazuje jedynie pół prawdy. Wielu zapomniało, że bronią należy bawić się ostrożnie, bo może zranić nas albo przeciwnika. Jednak czy można uniknąć ran, które powstają pod wpływem chwili? Myślę, że nie ma jednoznacznych odpowiedzi na wszystkie moje pytania. Nie znają ich nawet sami fotoreporterzy.

31.10.2016

więcej w dziale Miszmasz: