H.P. Lovecraft

Samotnik z Providence, ojciec współczesnego horroru, mistrz grozy – to tylko niektóre z określeń używanych wobec tego pisarza. Chodzi oczywiście o Howarda Phillipsa Lovecrafta. Bardzo prawdopodobne, że gdyby nie on, to współczesny horror wyglądałby całkowicie inaczej. Co jednak jest tak szczególnego w jego twórczości, co sprawiło, że doczekał się całej masy epigonów i do dziś, wiele lat po swej śmierci, uważany jest za jednego z najwybitniejszych twórców gatunku? Sprawdźmy!

Bez tytułu
Ilustacja: Izabela Sobierajska


Lovecraft urodził się 20 sierpnia 1890 roku w Providence w stanie Rhode Island i tam też zmarł 15 marca 1937 roku. Jak widać żył tylko niecałe 47 lat, co nie przeszkodziło mu stworzyć wielu dzieł zaliczanych wręcz do kanonu literackiego horroru. Howard Phillips był bardzo uzdolnionym dzieckiem. Już w wieku trzech lat recytował poezję, a pierwsze wiersze zaczął pisać mając sześć lat. Na późniejszą twórczość Lovecrafta bardzo duży wpływ miał jego dziadek – Whipple van Buren, który poniekąd wprowadził go w świat literatury fantastycznej. Tak więc kiedy młody Howard Phillips już wsiąknął w ten świat, to sam zaczął tworzyć pierwsze utwory w tejże tematyce. Oczywiście początkowo były to często dość epigońskie twory, w których można było dostrzec echa twórczości chociażby Edgara Allana Poe. Z czasem jednak Lovecraft wykształcił swój własny styl i to właśnie on przyniósł mu sławę, której niestety sam zainteresowany nie dożył. Jak w przypadku wielu wielkich, jego działalność literacka nie przynosiła wystarczająco dużych profitów. Co prawda nie można powiedzieć jakoby nie przynosiła ich w ogóle, ale z pewnością nie były to astronomiczne sumy.
Tutaj należy się też kilka słów wyjaśnienia. Przez lata wokół Lovecrafta narosło wiele mitów i legend, które, jak to najczęściej bywa, okazały się całkowicie „wyssane z palca”. Mówiono na przykład, że ponoć w dzieciństwie bawił się w składanie ofiar wymyślonym przez siebie bóstwom na własnoręcznie skonstruowanych ołtarzach. Jest to oczywiście bzdura, albowiem z tego, co o nim wiadomo dzieciństwo Samotnika z Providence było w tej kwestii raczej normalne. Również określanie go jako samotnika nie do końca jest zgodne z prawdą. Był czas gdy prowadził dość bujne życie towarzyskie, a nawet gdy czas ów się zakończył, to w dalszym ciągu prowadził niezwykle intensywną korespondencję z bardzo dużą grupą osób.
Jeśli chodzi o biografię Lovecrafta polecam Wam lekturę książki „H.P. Lovecraft. Życie” autorstwa S.T. Joshiego. Jest to jedna z najbardziej obszernych biografii z jakimi się zetknąłem (około 1200 stron) i nie sądzę bym mógł dodać coś, czego nie zamieścił tam Joshi. Zresztą nie to jest celem tego artykułu, więc przejdźmy do meritum, jakim jest twórczość Lovecrafta.
Co zatem składało się na ten specyficzny styl Howarda Phillipsa, że aż tak bardzo zapisał się on w historii literatury? Większość późniejszych dzieł Lovecrafta opiera się przede wszystkim na spotkaniu bohatera, lub bohaterów, z wielką, przedwieczną siłą, której nie jest w stanie zrozumieć i objąć swym umysłem. Człowiek jest tutaj jedynie małą drobinką wobec ogromu kosmosu i potęg o których nie ma najmniejszego pojęcia. Lovecraft przywraca światu jego tajemniczość poprzez opowieści o liczących sobie eony lat kultach, częściowo zapomnianych, częściowo zaś dalej uprawianych gdzieś w prymitywnych kulturach. Przedstawia nam istoty takie jak Cthulhu (od którego później nazwę weźmie cała mitologia, stworzona przez kontynuatorów pracy Samotnika z Providence), Nyarlathotep czy Yog-Sothoth. W świat kreowany przez niego włączali się kolejni autorzy, z którymi sam HPL prowadził ożywioną korespondencję. Za życia cieszył się sławą w bardzo niewielkim gronie, a jego utwory najczęściej drukowane były w „pulpowych” czasopismach. Chyba nigdy nie przypuszczał, że z czasem jego twórczość stanie się tematem akademickich rozważań.
Warto jednak wspomnieć, że pomimo ogromnej inteligencji i niewątpliwego talentu, Lovecraft miał też swoje ciemne strony, z których największą zdaje się być rasizm. Jego poglądy w tym temacie znajdują czasem odbicie w jego twórczości („Koszmar w Dunwich” czy „Widmo nad Innsmouth”), choć raczej nie wyrażał ich wprost (mówię tutaj o literaturze pięknej, albowiem w esejach i pracach naukowych można znaleźć bardziej bezpośrednie wypowiedzi).
Jak już wcześniej wspominałem, za życia jego twórczość znajdowała uznanie wśród bardzo ograniczonej grupy ludzi. Prawdziwy sukces (o ile można mówić o sukcesie w przypadku literatury grozy, bo poza Stephenem Kingiem jest to ciągle jednak dość niszowy gatunek) przyszedł dopiero po śmierci, poniekąd dzięki staraniom takich ludzi jak August Derleth, który kontynuował dzieło Lovecrafta i starał się uporządkować wszystko w swoistą mitologię, której nadał nazwę Mitologii Cthulhu (to właśnie on użył tej nazwy po raz pierwszy).
Następnie o Lovecrafta upomniała się popkultura. I tutaj zaczyna się temat-rzeka. Gdybym chciał opisać wszystkie lovecraftowskie nawiązania w kulturze masowej to prawdopodobnie zabrakłoby tutaj miejsca, postaram się więc tylko pokrótce przedstawić te, moim zdaniem, najciekawsze.
Jeżeli chodzi o przemysł filmowy, to dzieła Samotnika z Providence bardzo długo nie miały szczęścia. Pierwszym, naprawdę wartym uwagi filmem jest chyba „W paszczy szaleństwa” Johna Carpentera z 1995 roku, który, co ciekawe, nie jest adaptacją ani ekranizacją żadnego opowiadania Lovecrafta, ale klimat jaki bije z całości jest niezwykle zbliżony do jego twórczości. Polecam serdecznie, bo to jeden z najlepszych horrorów jakie miałem okazję oglądać. Potem trzeba było czekać kolejne 10 lat na zrobioną przez niezależnych filmowców ekranizację „Zewu Cthulhu”,bodaj najsłynniejszego opowiadania Lovecrafta, która za pomocą bardzo skromnych środków i stylizacji na niemy film z lat 20. w znakomity sposób oddaje atmosferę prozy HPLa. Od tych samych twórców, 6 lat później, otrzymaliśmy „Szepczącego w ciemności”, który również jest godny polecenia. Cały czas mówi się o tym jakoby Guillermo Del Toro (znany choćby z „Labiryntu Fauna”) miał nakręcić ekranizację kolejnego wybitnego dzieła Lovecrafta, jakim bez wątpienia jest „W górach szaleństwa”, ale niestety ciągle na przeszkodzie stają pieniądze. Bądźmy jednak dobrej myśli.
Co do książek, które w pośredni lub bezpośredni sposób nawiązywałyby do „mitologii” stworzonej przez Lovecrafta, to trzeba przyznać, że jest ich całe mnóstwo i reprezentują naprawdę różny poziom. Warto jednak wspomnieć, że do twórczości Samotnika z Providence nawiązywali tak uznani autorzy jak, wspominany przeze mnie wcześniej, Stephen King, czy też Neil Gaiman.
Również bardzo wielu muzyków nawiązywało w swojej twórczości do Cthulhu i reszty Wielkich Przedwiecznych, wystarczy wymienić takie zespoły jak Metallica, Cradle of Filth, czy polski Vader. Co jednak ciekawe to fakt, że lovecraftiańskie mity sprawdzają się nie tylko w przypadku „ciężkiego” grania, czego przykładem może kilka płyt nagranych przez HPL Historical Society, takich jak „Shoggoth on the roof” (który jest parafrazą słynnego musicalu „Skrzypek na dachu” z tekstami obracającymi się wokół Wielkich Przedwiecznych i ogólnie twórczości mistrza) czy albumy z kolędami, na których można znaleźć takie przeboje jak „I saw mommy kissing Yog-Sothoth”.
Do tego wszystkiego dochodzi naprawdę mnóstwo gier video (np. „Cthulhu saves the world”), planszowych („Horror w Arkham”), czy też słynny papierowy system rpg zatytułowany po prostu “Zew Cthulhu”.
Jak widać wpływ Lovecrafta na współczesną kulturę masową jest ogromny. Myślę, że wynika to z tego, że jego utwory są tak uniwersalne, jak uniwersalnym uczuciem jest strach. Czytając dzieła Samotnika z Providence, pomimo, że ich akcja dzieje się niemalże sto lat temu, można odnieść wrażenie, że tajemnicze kulty w dalszym ciągu mogą funkcjonować wokół nas, skoro trwają już od eonów. Niniejszy tekst potraktowałem dość pobieżnie, ale moim zamiarem było jedynie wprowadzenie was w niezwykle bogaty świat twórczości Howarda Phillipsa Lovecrafta. Mam jednak nadzieję, że po jego lekturze przynajmniej niektórzy z Was zainteresują się tematem i być może sięgną po jakiś zbiór opowiadań tego wybitnego twórcy, bez którego dzisiejszy horror literacki z pewnością byłby znacznie uboższy.

4.08.2014

więcej w dziale Papier: