Jak kino tworzy(ło) ikony?

Audrey Hepburn, Marylin Monroe czy James Dean są niekwestionowanymi ikonami kina. Może nawet nie każdy oglądał ich w filmach, ale nazwiska kojarzą chyba wszyscy. Dlaczego właśnie oni? Czy to wybitne jednostki, które skazane były na sukces? A może istnieje jakiś inny, bardziej prozaiczny powód?

kinoduze
Ilustacja: Izabela Sobierajska

Osób nazywanych ikonami kina było wiele, ja wymieniłem trzy, ale za przykład niech posłuży jedna – Audrey Hepburn. Audrey Hepburn urodziła się w 1929 roku w Belgii. Była córką brytyjczyka i holenderskiej arystokratki. Kiedy rozpoczęła się II wojna światowa przebywała w Holandii. Wojna jej nie oszczędziła – jak większość ludzi cierpiała przez głód i choroby, co miało odbić się na jej przyszłym życiu. Okrucieństwo wojny jakiego doznała Hepburn będzie miało wpływ nie tylko na jej zdrowie, ale także na pozycję, jaką miała zająć – pozycję ikony i legendy amerykańskiego kina. Po wojnie zaczęła uczyć się baletu, następnie próbowała sił w modelingu, aż w końcu rozpoczęła karierę aktorską. Lata 50. miały należeć do niej. Zaczęło się od głównej roli w Nous irons à Monte Carlo. Ta kobieta o twarzy dziecka i chłopięcej budowie ciała została obsadzona w Rzymskich wakacjach, które oddały ją w ręce Hollywood na następne 20 lat. Za rolę księżniczki Anny otrzymała Oscara. Po takim sukcesie stało się jasne, że narodziła się nowa gwiazda, a Hollywood zamierzał to wykorzystać. Mówiąc o rolach Hepburn trzeba wspomnieć o Sabrinie, Wojnie i pokoju, Zabawnej buzi, Miłości po południu, Historii Zakonnicy, niezapomnianym Śniadaniu u Tiffaniego i mojej ulubionej Szaradzie. Gdyby jednak przyjrzeć się uważnie większość ról Hepburn wpada w pewien schemat: pięknej, naiwnej kobietki, zawsze u boku dużo starszego mężczyzny. Abstahując od symboliki ról Hepburn, na co możnaby poświęcić osobny artykuł, dokonała ona czegoś istotnego – zmieniła kanon piękna. Była bowiem całkowitym przeciwieństwem bardzo wtedy popularnej Marylin Monroe. Powyższa krótka historia Audrey nie odpowiada na pytanie dlaczego właśnie ona stała się jedną z najjaśniejszych gwiazd kina, ale daje nam pewien trop. Filmy, w których grała zdobyły w sumie 15 Oscarów, a ona sama osiągnęła ogromny sukces. Hollywood zbudowało wokół niej mit, otoczkę, do której można było wzdychać, a przy tym wszystkim wiele osób mogło się z nią po części utożsamiać. Była symbolem, że człowiekowi może się w życiu udać. Ikona musi być blisko, na wyciągnięcie ręki, a jednocześnie tak daleko, żeby nie dało się jej dotknąć. Taka właśnie była Audrey. Zbiór przeciwności: piękna, ale poza ówczesnym kanonem, zwyczajna, ale jednocześnie niezwykła. Nie sądze, aby zostanie ikoną kina było celem Hepburn. Nie wydaje mi się, żeby w ogóle dało się sobie taki cel postawić, a potem go zrealizować. Można postawić sobie cel zostania gwiazdą i konsekwentnie kroczyć taką ścieżką. Na drogę do zostania ikoną wprowadza publika i jest to droga, z której nie ma już odwrotu. Audrey Hepburn stała się ikoną ponieważ ucieleśniała zarówno marzenia jak i problemy. Osiągnęła coś o czym marzył każdy, jednocześnie doświadczyła okrucieństwa wojny, co osłabiło jej zdrowie, ale wzmocniło charakter. “Zwykli ludzie” mogli uważać ją za jedną z nich, jednocześnie była symbolem nadziei spełnienia. Ona sama po zrezygnowaniu z kariery aktorskiej poświeciła się działalności humanitarnej, pamiętając swoje bolesne doświadczenia. Nie wiodła idealnego życia, nie była idealnie piękna, była tym kim jest ikona – pięknością z odrobiną brzydoty. A czy dziś kino tworzy jeszcze ikony? Może i tak, dla mnie to na przykład Meryl Streep, ale czy ona nie jest postproduktem dawnego Hollywood?

25.05.2014

więcej w dziale Ekran: