Karbala

Polskie kino wojenne nie może poszczycić się zbyt dużą liczbą tytułów, a już szczególnie jeśli chodzi o sytuację wojenną współcześnie. Filmy nawiązują przeważnie do II wojny, od której, jak wiadomo, upłynęło już trochę czasu. Nie mam nic przeciwko tematyce z tego okresu, niemniej jednak z chęcią obejrzałam film traktujący o siłach zbrojnych w obecnych czasach. Mowa mianowicie o Karbali Krzysztofa Łukaszewicza.

z18081768Q,-Karbala---rez--Krzysztof-Lukaszewicz

Na początek kilka informacji technicznych. Film swoją premierę miał we wrześniu 2015 roku. Główne role zagrali: Bartłomiej Topa (jako kapitan Kalicki), Antoni Królikowski (sanitariusz Kamil), Hristo Shopov (Getow), Atheer Adel (Farid), Leszek Lichota (kapral Maleńczuk), Michał Żurawski (sierżant Waszczuk), Tomasz Schuchardt (Sobański), Zbigniew Stryj (generał Dąbek), Piotr Żurawski  (młodszy Waszczuk), Łukasz Simlat (negocjator) oraz Piotr Głowacki (Galica).  Karbala przedstawia autentyczne wydarzenia, które miały miejsce w Iraku w 2004 roku. Polscy i bułgarscy żołnierze musieli odpierać ataki na City Hall – siedzibę władz irackich w Karbali.

Do kina szłam trochę niepewna, a trochę podekscytowana. Po pierwsze w końcu film o współczesnych żołnierzach! Po drugie ciekawa byłam, jak będzie to zrobione. Pierwsze wrażenia – kamerzysta ma delirium. Trzęsie kamerą tak, że nie da się oglądać, zwłaszcza w momentach, kiedy akcja nabierała tempa. Musiałam aż przymykać oczy, bo nie byłam w stanie znieść tego trzęsienia i szarpania kamerą. Oczywiście zdawałam sobie sprawę z tego, że miało to sprawiać wrażenie autentyczności – kamerzysta jako świadek i uczestnik wydarzeń – niestety, zadziałało to bardziej na niekorzyść dla filmu.

Przez pierwszą połowę trochę jak u Stuhra: „siedzimy, gadamy, nic się nie dzieje”. Dialogi nieco drewniane, jakby wyuczone i sztywne. Widz miał zobaczyć prawdziwego żołnierza, który „nie dla chwały tam siedzi, ale dlatego, że ma kredyty”. W założeniu miał upaść mit bohaterskiego wojownika-patrioty. Dla mnie jednak wypadło jak wyżej – nieco sztucznie i z udawanym luzem. Do tego wszystkiego Antoni Królikowski – jak zwykle wyskakuje z lodówki, gra miałko i irytująco. Wydawało się, że w tym przypadku do roli jednak pasuje (sanitariusza tchórza, chowającego się i uciekającego, kiedy tylko nadarzy się okazja). Później jednak wszystko miało się zmienić.

Pierwsza część była budowaniem pewnego napięcia. Od połowy filmu zaczyna być groźnie – strzały, wybuchy, krew, zagrożenie życia, śmierć, walka – prawdziwe kino akcji. I tu moim zdaniem należy ocenić pracę reżyserską zdecydowanie na duży plus. Miało to bowiem coś z klasycznego, trochę amerykańskiego kina akcji. Pojawiają się nawet porównania tegoż filmu do kultowego Helikoptera w ogniu Ridleya Scotta.

Na uwagę zasługuje również odwzorowanie rzeczywistości, z jaką mieli do czynienia polscy żołnierze w Iraku. Mam tu na myśli auta obijane dyktą lub wykładane kamizelkami kuloodpornymi. Skłania to bowiem do pewnych refleksji na temat tego, jakim sprzętem dysponowali żołnierze. Mówi się też, że wysłanie ich do obrony City Hall było skazaniem na pewną śmierć. Po wszystkim wydarzenie zostało utajnione, a żaden z polskich obrońców narażających życie nie dostał odznaczenia, gdyż oficjalnie Polaków tam w ogóle nie było. I tu można mówić z jednej strony o polskim kompleksie niedocenienia i tak odbierać ten film, z drugiej jednak można zobaczyć, że Siły Zbrojne RP nie są do niczego, potrafią poradzić sobie nawet w sytuacji beznadziejnej, co moim zdaniem napawa pewną dumą. I właśnie w tę stronę powinna iść polska historia – mówienia o zwycięstwach, a nie rozpatrywaniu tylko porażek. Gdy patrzeć na to w ten sposób, głównym przesłaniem Karbali nie staje się wylewanie żalów na Amerykanów, ale podkreślenie bohaterstwa i waleczności polskich żołnierzy.

Wracając jednak do samego filmu: osobiście uważam, że psuje go kilka niepotrzebnych scen, które sprawiają, że w tych właśnie miejscach zakrawa on o tandetę i śmieszność. Nie obyło się bowiem bez rehabilitacji sanitariusza Kamila, który owszem, na początku stchórzył i zginął przez niego człowiek, ale później uratował iracką dziewczynkę, i to z płomieni! Wojtek strażak się do niego nie umywa. Do tego patetyczna muzyka, zwolnione tempo, poparzony Królikowski wybiegający z dziewczynką na rękach, czyli w skrócie: kicz murowany. Co więcej ani taka scena, ani taka postać jak sanitariusz w ogóle nie istniały w realnych wydarzeniach – po co było więc to dodawać i psuć dobry film takimi tanimi wstawkami? Nie wiem. Kolejna scena, już przy końcu, to moment, kiedy po zwycięstwie kapitan Kalicki patrzy z dumą w górę na polską, biało-czerwoną, poszarpaną, z dziurami po kulach flagę, która powiewa na wietrze przy dźwiękach patetycznej muzyki… Tę scenę oglądałam z dozą niemałego zażenowania. Nie brakowało również sekwencji w rodzaju „zabili go i uciekł”. Te fragmenty filmu pokaleczyły go i sprawiły, że wydawał się momentami tandetny, dlatego też oceniam to zdecydowanie na minus.

O Karbali można by napisać wiele – od ograniczonej roli kobiet w filmie począwszy, na obrazie Irakijczyków, sposobie przedstawiania Amerykanów i roli wojsk bułgarskich skończywszy. Brakło trochę wejścia w psychikę postaci – reżyser podjął pewne próby, choć moim zdaniem zbyt mało wnikliwe. Jedno jest pewne – jest to produkcja, która wywołuje w widzu emocje, a emocje te pozostają w nim jeszcze przez długi czas. Czy więcej pozytywnych czy negatywnych, trudno ocenić. Wiele w tym filmie było moim zdaniem niedopracowane. Momentami stawał się niespójny i zbyt naiwny w swojej wymowie. Niektóre tandetne sceny budziły niesmak i rozczarowanie. Ale nie jest to dzieło obok którego można przejść obojętnie, a to chyba najważniejsze. Nie jest miałki. Jest całkiem niezły, może nawet dobry, biorąc pod uwagę fakt, że dopiero uczymy się, jak robić takie kino. Miejscami wyszedł trochę pean na cześć polskich żołnierzy, ale chyba tak miało być. Gdyby film dopracować – odjąć trochę tego patosu, pewne sceny pokazać w bardziej wysublimowany sposób, Karbala na pewno by zyskała. Ale wszystko przed nami. Wierzę bowiem, że Karbala to film, który otwiera coraz bardziej polski nurt kina wojennego, nie zaś go zamyka.

więcej w dziale Ekran: