Królowe współczesnego kryminału: Camila Lackberg

W 1978 pewna czterolatka, która jeszcze nie potrafiła pisać, poprosiła swojego ojca o spisanie opowiadania, które wymyśliła, a następnie sama je zilustrowała. Historia ta nie byłaby pewnie zbyt interesująca, gdyby nie fakt, że opowiadanie dotyczyło zabójstwa Pani Mikołajowej przez Mikołaja.

lackberg

To wydarzenie, jednocześnie niepokojące i intrygujące, można uznać za początek (lub przynajmniej zapowiedź) kariery, która w przyszłości miała zamieszać na światowym rynku powieści kryminalnej.

Tą dziewczynką była Camila Lackberg. Dziś czterdziestoletnia, najbardziej poczytna szwedzka autorka kryminałów. W swoim kraju sprzedała więcej książek niż Stieg Larsson. Miliony sprzedanych egzemplarzy, książki przetłumaczone na 35 języków i wydane w 50 krajach. Sukces niepodważalny, aczkolwiek nic tak naprawdę go nie zapowiadało (z wyjątkiem epizodu z Mikołajem). Mimo trawającego od wczesnego dzieciństwa zamiłowania do literatury spod znaku krwi i zbrodni, Camila porzuciła marzenia o pisarskiej karierze dość wcześnie. Zamiast kierunku humanistycznego wybrała studia ekonomiczne, a po ich zakończeniu pracowała w marketingu. Mieszkała ze swoim chłopakiem w Sztokholmie, miała dobrą, stabilną pracę i oczekiwała pierwszego dziecka. Ta rutyna trwała i mogła trwać, ale przerwał ją jeden prezent gwiazdkowy, który wywrócił poukładane życie Camili do góry nogami. Otóż jej mąż, matka i brat ufundowali jej kurs pisania kryminałów. W ramach niego Camila napisała opowiadanie, które następnie przekształciło się w jej pierwszą bestsellerową powieść i stało się początkiem liczącej dziś osiem części sagi kryminalnej.

Tło

Lackberg osadziła akcje swoich powieści w małej szwedzkiej wiosce Fjallbacka. Wybór ten nie jest przypadkowy. Na kursie opiekun literacki Camili podpowiedział jej żeby pisała o miejscu, które zna, więc postawiła ona na swoją rodzinną miejscowość. Konsekwencje tego wyboru są różne. Na plus – Fjallbacke może zwiedzać z książek Lackberg. Oddaje ona klimat szwedzkiej prowincji niezwykle wiarygodnie. Nie koloryzuje, nieubarwia, poprostu chłodno przedstawia zarówno wygląd, klimat jak i mieszkańców. Jest w tych opisach coś mrocznego, tajemniczego i intrygującego. Fjallbacka to woda, mgła i lód. Jest mroczna, ale malownicza. Na pierwszy rzut oka idealne miejsce na akcje kryminału. W wywiadach Camila zaznaczała, że bała się wydania swojej pierwszej bo niewiedziała jak zareagują jej sąsiedzi, których nie wychwalała – wręcz przeciwnie. W sadze mieszkańcy Fjallbacki są zimni i wścibscy. Na szczęście dla niej sława jaką ich miasteczko zyskało przeważyła nad mało pochlebnymi opiniami. Jest jednak pewien zgrzyt. Mając do czynienia z sagą liczącą już osiem części Fjallbacka ze swoim tysiącem mieszkańców jawi się jako najniebezpieczniejsze miejsce w całej Szwecji gdzie trup ściele się gęsto, morderstwa, gwałty i porwania dzieją się ze statystycznie niewiarygodną częstotliwością. Ekshumacje traktuje się tu jak wykopki i przeprowadza ją równie często. Co ciekawe na początku pierwszej części serii pt. “Księżniczka z lodu” Fjallbacka to nudna rybacka osada, której jedyną zmorą są pijani kierowcy i turyści zjeżdzający w okresie letnim na urlop. Do czasu. Dokładnie kiedy na nowo wprowadza się do niej główna bohaterka pisarka Erika Falck. Aż dziwne, że mieszkańcy nie uważają, że to ona przynosi pecha.

Bohaterowie

Głównymi bohaterami sagi są pisarka Ericka Falck i policjant Patrick Hendstrom. Lackberg buduje postacie poprawnie, gdzie „poprawnie” to wszystko co można o nich powiedzieć. Są poprostu nudni. Erika to pisarka odnosząca sukcesy, a Patrick to policyjny geniusz. I choć mają momentami swoje problemy, nie są to postacie tak skomplikowane, na jakie moglibyśmy liczyć. To wcale nie oznacza, że autorka nie potrafi konstruować postaci złożonych, wielowarstwowych i tajemniczych. Potrafi, lecz są to postacie epizodyczne, których przygody kończą się wraz z tomem lub postacie drugoplanowe. Można narzekać, ale wypada też Lackberg pochwalić, za zabieg jaki w swoich książkach zastosowała. Mianowicie raz główną bohaterką jest Erika, raz Patrick, a innym razem jest to para równorzędnych głównych bohaterów. Dzięki temu nie nudzą się, aż tak szybko. Nie irytują mnie tak jak było to z bohaterką powieści Marklund.

Retrospekcje

Mimo pewnych niedociągnieć książki Lackberg są wyjątkowe na tle pozostałych sag kryminalnych. Camila w swoich książkach potrafi cofnąć akcję o ponad sto lat, zachowując przy tym logikę zdarzeń. Następstwa każdego działania, determinują kolejne, w wyniku czego mamy do czynienia z efektem domina, ułożonego niezwykle misternie i precyzyjnie. Lackberg pokazuje, że nie da się uciec przed przeszłością, bez względu na to jak jest odległa i jak bardzo próbujemy się od niej odciąć. Skrzętnie ukrywane tajemnice wcześniej czy później wychodzą na jaw. Być może nie jest to motyw odkrywczy w powieści kryminalnej, ale Lackberg układa fabułę w sposób przemyślany, co sprawie, że czyta się to przyjemnie. Autorka uczyniła z retrospekcji swój znak rozpoznawczy i konsekwentnie wykorzystuje ten zabieg w każdej książce. Te fragmenty gdzie autorka, opisuje zdarzenia z przed wielu lat, są zdecydowanie najlepsze – zarówno pod względem językowym jak i fabularnym, a poruszane przez nią historię są niezwykle wyszukane.
Oczywiście Lackberg można zarzucić wiele. Ciężko stwierdzić ile w niej talentu, a ile skrzętnie zaplanowanej akcji marketingowej. Camila nigdy nieukrywała, że promocję traktuje bardzo poważnie i podsyca zainteresowanie swoją osobą. Oprócz tego w jej książkach jest mnóstwo schematycznych zachowań, jej bohaterowie piją absurdalną ilość kawy zagryzając do niej równie absurdalną ilość cynamonowych bułeczek. Takich idiotycznych sytuacji jest mnóstwo. Z tyłu okładki polskich wydań powieści pisze, że to nie tylko porywający kryminał, ale także świetne powieści obyczajowe. Ja nie byłbym w tym względzie, aż tak optymistyczny. To bardzo płaska powieść obyczajowa, z której gdyby wyciąć wątki kryminalne nie pozostałoby nic godnego uwagi. Tak naprawdę dopiero w trzech ostatnich częściach w życiu bohaterów zaczyna się coś dziać. Reszta to rozterki rodem z listów do Bravo. Jednak mimo tych wszystkich wad czyta się to świetnie. Z książkami Lackberg jest trochę jak z jedzeniem paluszków – jak zaczniesz, nie możesz przestać, mimo że tak naprawdę już Ci się nie chce. To poprostu najzwyczajniej wciąga. Nie ma się co oszukiwać to nie jest wysoka literatura. To literatura służąca rozrywce i nie ma w tym nic złego. Nie bójmy się mainstreamu.

25.05.2015

więcej w dziale Papier: