Krótki pobyt

 

W MOCAKu od października 2014 roku odbywa się wystawa dotycząca wyprawy Karola Radziszewskiego, podążającego amerykańskimi śladami polskiej artystki Natalii LL. Wielkie Muzeum Sztuki Współczesnej, a w nim dwa maleńkie pomieszczenia dokumentującewspólną historię absolwenta Akademii Sztuk Pięknych z Warszawy i Natalii LL.

11_Karol_Radziszewski_America_Is_Not_Ready_For_This9
Ilustacja: http://www.intertekst.pl/275_artykul.html

Chciałam zacząć tradycyjnym „historia zaczęła się…”, ale kiedy właściwie ta historia wystartowała? Czy wtedy, gdy w połowie lat 70. ubiegłego stulecia Natalia Lach-Lachowicz wyjechała do Stanów Zjednoczonych, by spełnić swój amerykański sen, czy wtedy gdy jej śladami postanowił wyruszyć Karol Radziszewski w ramach pobytu stypendialnego ResidencyUnlimited w Nowym Jorku w 2011 roku? Jedno jest pewne: ani bez jednego, ani drugiego wydarzenia wystawa nie mogłaby się odbyć.

Kwintesencją wystawy i podróży młodego chłopaka po Nowym Jorku miała być zawartość pokoju numer dwa dotyczącego filmu„Americais not ready for this”. W pomieszczeniu czekał na mnie wielki ekran i przyjemna ławeczka. Z ekranu przemawiała do mnie historia amerykańskiego pobytu Natalii LL okiem Karola Radziszewskiego. Wybitni artyści i właściciele galerii (chociażby AA Bronson, Antonio Homem czy Douglas Crimp) wspominają nie tylko swoją znajomość z polską artystką, ale i cały artystyczny świat zgromadzony na nowojorskich ulicach. W filmie przede wszystkim wypowiada się sama bohaterka wystawy, mówi o swoim rozczarowaniu Nowym Jorkiem i, w ciekawy sposób, o różnicy między pornografią a sztuką. Artystka definiuje siebie jako osobę tworzącą sztukę, ponieważ to, co robi, dla niej samej jest sztuką, a nie właśnie pornografią.

Film był dobrze zrealizowany, posiadał ciekawą muzykę i ładne zdjęcia. Wyjaśniał i opisywał całą historię Natalii LL. Uważam, że błędem jest prowadzenie zwiedzających najpierw do pokoju pełnego zdjęć i wydrukowanych emaili, a dopiero później do sali filmowej. Nie należy zakładać, że każdy gość galerii najpierw zapozna się z historią oglądanej wystawy albo że zrobi to bardzo dokładnie. Tymczasem wystawę otwiera pokój pełen różnych zdjęć, fragmentów wywiadów i okładek czasopism. Nie bardzo wiadomo, z której strony to ugryźć.

Ja zaczęłam od wywiadów, licząc, że przybliżą mi one zawartość gablot ze zdjęciami i innymi dokumentami. Trzy telewizory, przy każdym dwie pary słuchawek. Na szczęście nie musiałam z nikim walczyć o słuchawki, ponieważ byłam jedynym zwiedzającym. Postanowiłam zacząć od jedynego wywiadu po polsku, z Grzegorzem Kowalskim. Ten performer w swoich wystąpieniach artystycznych porusza kwestie wolności jednostki wobec systemów, które warunkują jej życie. Mówi także o przepaści twórców z Ameryki i Europy Środkowo–Wschodniej. Opowiada bardzo obrazowo o swoim pierwszym pobycie w Stanach, a dokładnie w Nowym Jorku, który trwał 10 dni, podczas których przekonał się, że życie artystyczne Nowego Jorku to przede wszystkim życie uliczne. Kolejny wywiad przeprowadzony z legendą sztuki performacjiCaroleeSchneemann porusza wątki feministyczne oraz homoseksualne. Artystka opowiada, że z Natalią LL wiele ją łączy. Obie pracują z ciałem jako medium przekazu, choć Schneemann wspomina, że polska performerka używała modelek (a nie samej siebie) do wyrażania swoich koncepcji. Wspomina także o ciekawym podejściu Natalii LL do owoców i warzyw. Ostatni rozmówca Karola Radziszewskiego, Vito Acconi, opowiada o trudnościach Natalii LL w zaistnieniu w nowojorskim obiegu sztuki. Ten artysta jako jedyny stara się trzymać tematu, jakim jest pobyt Natalii LL w Ameryce, choć i on ulega prądowi myśli, który biegnie przez pola nostalgicznych wspomnień, by skończyć na wzgórzu opowieści o własnych poglądach, by w pewnym momencie powiedzieć: „wstydzę się być mężczyzną. Może to, co feministki mówią o mężczyznach, to prawda?”.

Wywiady nie mówią o Natalii LL, a są jedynie pretekstem by przekazać atmosferę nowojorskiego świata artystycznego lat 70.  Ciekawe historie, barwne anegdoty i wspomnienia wybitnych artystów. To wszystko składa się na piękny obraz, choć taki, który odchodzi od samego tematu wystawy.

Elementy w gablotach powinny być uzupełnieniem historii, a z racji swojego umiejscowienia stały się miejscem zadumy nad tym, co dokumenty przedstawiają. Duża ilość zdjęć, głównie Natalii LL; choć nie brakuje zdjęć samego Karola Radziszewskiego w towarzystwie artystów. Kilka wydrukowanych maili, niektóre z nich jasno mówią o tym, że adresaci – legendy nowojorskiej sztuki feministycznej lat 70. – nie mają pojęcia kim jest polska artystka, o której młody chłopak z Warszawy chce zrobić wystawę. Inne gabloty wypełnione są katalogami z wystaw, kopiami zdjęć i jedną okładką czasopisma artystycznego z 1976 roku.  Zbyt mało, by wczuć się i poddać historii, którą Radziszewski chciał przedstawić.

Krótki pobyt dwójki bohaterów w Ameryce i krótki pobyt zwiedzających w galerii. Zbyt mało rekwizytów, zbyt mało ducha tamtych czasów, by przekonać mnie do słuszności takiego projektu. Słowa, które zainspirowały Radziszewskiego do podążania śladami Natalii LL, „Ameryka nie jest na to gotowa”, mogłyby zaowocować czymś lepszym, czymś, co zachęciłoby mnie do przeanalizowania powodów, dla których Natalia LL nie odniosła tak spektakularnego sukcesu, na jaki zasługiwała według Leo Castelliego.

Brakuje mi historii, którą chciał przekazać autor. Rozumiem jego zamysł, ale nie rozumiem formy wykonania. Liczyłam, że wrócę z wystawy przepełniona rozmyślaniami nad stanem sztuki współcześnie i kiedyś, że rzucę się do przeglądania biografii światowych artystów i z zachwytem będę śledziła ich występy. Zamiast tego skłoniłam się do rozmyślań nad sensem takiej wystawy. I zamiast zastanawiać się, dlaczego Natalii LL nie udało się odnieść sukcesu, zastanawiam się, czego zabrakło Karolowi Radziszewskiemu.

Sama wystawa kojarzy mi się z głośno reklamowaną płytą DVD z umiarkowaną ilością dodatków. Zawiera film, kilka wywiadów, zdjęcia z planów i wszystkie inne materiały, którymi rozczarowujący film musi się ratować, by podnieść sprzedaż.  Rozumiem produkcję filmu o artyście, nie trafia jednak do mnie robienie wystawy o produkcji tego filmu. Wolę oglądać porządne filmy, niż zadowalać się marnymi dodatkami do filmów.

21.01.2015

 

 

 

więcej w dziale Scena: