Literackie adaptacje filmowe

Istnieją niezliczone ilości literackich arcydzieł, których grzechem byłoby nie przeczytać. Niestety rozwijające się technologie przyciągają wciąż nowych sympatyków telewizji i kina. Często wolimy obejrzeć ekranizację danej książki niż ją przeczytać, tłumacząc się słowami: „Tak będzie szybciej” lub „Nie mam czasu na czytanie”. Współczesność narzuciła na nasze barki zawrotne tempo. Wracając do domu po ciężkiej pracy wygodniej jest usiąść na kanapie i zrelaksować się oglądając ulubiony film. Nie zawsze taka droga jest złym wyborem. W ostatnich latach powstały liczne adaptacje utworów prozatorskich, które po opracowaniu przez machinę hollywoodzkiego przemysłu i filmowego gatunku, stają się bardziej przystępne, klarowne i atrakcyjne dla masowego odbiorcy. Dzięki tej strategii do świadomości milionów kinomanów trafiają dzieła zapomniane, niszowe lub środowiskowe.                         

the-hobbit-wbp08

Idąc krok dalej można zaryzykować stwierdzenie: „nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło!”. Sięgając pamięcią do ostatnich wielkich ekranizacji kinowych przychodzi mi na myśl jedna z większych produkcji, a mianowicie: „Hobbit”. Z pewnością każdy słyszał o niedawno powstałej na podstawie książki trylogii filmowej opowiadającej o niesamowitych przygodach grupy wędrujących krasnoludów i Hobbita. Wyprawa, podjęta przez kampanię Thorina – króla krasnoludów do okupowanej przez smoka Smauga Samotnej Góry, miała na celu pokonanie bestii oraz odzyskanie utraconego królestwa wraz ze znajdującymi się w nim skarbami. Wojownicy nie chcieli rozpoczynać wyprawy w trzynastoosobowej grupie. Wierzyli w przesądy dlatego też uznali tę liczbę za pechową. Zwrócili się z prośbą do czarodzieja, aby znalazł im najlepszego złodzieja jaki stąpa po ziemi. Gandalf obiecał  znaleźć towarzysza, który pomoże im przetrwać niebezpieczną podróż. Wybór padł na prostego, pedantycznego i wiecznie głodnego hobbita Bilbo Bagginsa, który w ostateczności okazuje się idealnym towarzyszem. Bilbo wielokrotnie ratuje kompanów z opresji i chroni przed pewną śmiercią. Nie jest to jednak wyłącznie jego zasługa, jak mówi sam Gandalf: „ Nie przypuszczasz chyba, że wyszedłeś ze wszystkich przygód i tarapatów tylko dzięki własnemu szczęściu?  Porządny z Ciebie kompan, panie Baggins, i bardzo cię lubię, ale w istocie jesteś tylko małym hobbitem na bardzo wielkim świecie”, na co Hobbit dodaje z niecodziennym rozbawieniem „I całe szczęście!”. W czasie wyprawy Bilbo stał się właścicielem magicznego pierścienia, który po nałożeniu na palec czynił go niewidzialnym. Hobbit znalazł swój mały skarb w jaskini goblinów, w trakcie spotkania z Gollumem. Pierścień pozwolił  mu wydostać przyjaciół z sieci przebiegłych pająków, a także z więzienia w królestwie elfów. Wędrowców spotyka mnóstwo zabawnych, choć niebezpiecznych przygód.

Tolkien za pomocą swojej opowieści przenosi czytelnika do innego świata, który istniał w czasach, kiedy język i pismo różniło się od naszych. Wprowadza określenia stworów nieznanych dziś współczesnym ludziom, takie jak krasnoludy będące przedstawicielami pradawnego ludu, Orki tłumaczone dziś jako gobliny niezwiązane z dzisiejszymi orkami morskimi zwierzętami z rodziny delfinów, elfy i wiele innych.  Z kolei adaptacje filmowe pozwalają pobudzić wyobraźnie widzów ukazując norę Hobbita, jaskinie goblinów, mroczną puszczę, gdzie Bilbo bohatersko walczył z olbrzymimi pająkami, pałac leśnych elfów oraz zjawiskowe miasto na wodzie Dale.

Filmy stanową wprowadzenie do trylogii „Władca pierścieni” opisujące wydarzenia rozgrywające się wcześniej niż opisane w pierwowzorze. Akcja utworu „Hobbit” wyjaśnia wątki i zdarzenia, które stanowią element tajemniczy w głównej części. Filmy powstały dzięki inicjatywie producenta i reżysera Petera Jacksona. Produkcja amerykańsko – nowozelandzka łączy w sobie elementy fantastyki z filmem przygodowym dostosowując fabułę do gustów współczesnych odbiorców. Jackson sprawił, że powieść autorstwa Johna Ronalda Reuela Tolkiena, która po raz pierwszy została wydana w 1937 r., kolejny raz zachwyciła ludzkość i niejednemu pozwoliła przenieść się do nowej, nieznanej dotąd rzeczywistości krasnoludów, hobbitów, elfów, hobbitów i wielu innych niesamowitych stworzeń towarzyszących kampanii króla Thorina dębowa tarcza.

W moim przypadku ekranizacja powieści pozwoliła mi odkryć twórczość Tolkiena. Zazwyczaj stroniłam od tego rodzaju książek, jednak splot przypadkowych zdarzeń zachęcił mnie do nabycia książki. Wcześniejsze negatywne nastawienia do lektury okazały się błędne. Zafascynowana magicznymi opisami postanowiłam sięgnąć po inne książki autorstwa Tolkiena. Niestety nie dowiedziałabym się o istnieniu książki gdyby nie adaptacja filmowa, która w tym przypadku dała książce drugie życie. Pozwoliła jej na nowo zachwycić czytelników, a także dotrzeć do masowej publiczności stroniącej książek.

Kolejną ekranizacją wartą uwagi okazał się Wilk z wall street autorstwa Jordana Belforta, który postanowił przekazać w ręce czytelników historię swojego życia, zawrotnej kariery i bolesnego upadku. Mawia się, że pierwszy milion trzeba ukraść i w przypadku Belforta jest w tych słowach wiele prawdy. Makler giełdowy w latach 90. prowadził firmę zajmującą się telefoniczną sprzedażą akcji notowanych na giełdzie. Oszukiwał poprzez sprzedaż fałszywych akcji. Dobra passa nie trwała wiecznie. Bogactwem mężczyzny zainteresowała się policja. Jordana Belforta dzięki współpracy z FBI został skazany na 22-miesięczną karę pozbawienia wolności, jednak nic nie uchroniło go przed zwrotem 110 400 000 dolarów oszukanym nabywcom akcji. Podczas pobytu w więzieniu rozpoczął pracę nad książką.

Historią zainteresował się reżyser Martin Scorsese. Wykupił prawa do ekranizacji książki i stworzył film, który już przed premierą uznany został za hit sezonu. Nic w tym dziwnego, Wilk z Wall street jest filmem pełnym zawrotnej akcji, który nawet na chwilę nie pozwala widzom poczuć znudzenie.Ekranizacje biograficzne zazwyczaj bywają nudne. Opierają się na życiu człowieka, którego nie da się podrasować lub zmienić bieg wydarzeń tak, aby akcja zakończyła się happy endem. W tym przypadku jest zupełnie inaczej. Z minuty na minutę widz jest wciągany w świat Jordana Belforta. Poznaje amerykańską giełdę i życie najbogatszych ludzi, pełne alkoholu, narkotyków i innych pokus.

Film kończy się porażką głównego bohatera, w którego rolę mistrzowsko wcielił się Leonardo DiCaprio. Mimo to, wychodząc z kina czułam się jak zahipnotyzowana. Nie mogłam wrócić do swojego życia. Przez długą chwilę żyłam światem z filmu. Postanowiłam znaleźć więcej informacji na temat filmu i tak trafiłam do książki Wilk z Wall Street oraz Polowanie na Wilka z Wall Street, które są spisanymi wspomnieniami Belforta. Choć książki nie są lepsze od filmu, można poznać w nich o wiele więcej szczegółów, które zostały pominięte przez reżysera. W ostatnich latach powstało wiele ekranizacji na podstawie literatury, które zachwyciły miliony widzów, m.in. Harry Potter, Igrzyska śmierci,  Władcy pierścieni, Wielki Gatsby i wiele innych. W przypadku Hobbita fabuła filmu jest niemalże odzwierciedleniem książki. Współczesna wersja została wzbogacona o wątek miłosny, a także rozbudowane historie poszczególnych bohaterów, co czyni go bardziej przystępnym współczesnym odbiorcom. Warto sięgnąć więc zarówno po książkę, od której nie sposób się oderwać, a także po film, który daje równie niezapomniane doświadczenia.

19.10.2015

więcej w dziale Ekran: