Majdan – rewolucja godności, czyli moje pierwsze spotkanie z kinematografią ukraińską

W kwietniu, w moim rodzinnym mieście – Wrocławiu – zostało zorganizowane wydarzenie kulturalne o nazwie „Miesiąc Lwowski”. Towarzyszył mu Przegląd Kina Ukraińskiego – projekcje odbywały się w kinie „Nowe Horyzonty”, wszystko to w ramach Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Wstęp był darmowy, jednak wcześniej należało odebrać bezpłatne wejściówki.

maidan 120x160.indd

Ponieważ od pewnego czasu mieszkam w Łodzi, udało mi się wziąć udział jedynie w ostatnim dniu tego eventu. 29 kwietnia odbył sie ostatni pokaz, a na tę okazję zdecydowano się zaprezentować obraz Majdan. Rewolucja godności. – film dokumentalny, którego reżyserem jest Siergiej Łoźnica. To bardzo istotny film, ponieważ dotyczy niezmiernie ważnego wydarzenia. Wydarzenia, które toczyły się w Kijowie na przełomie lat 2013/ 2014, rozpoczęły nowy okres w historii Ukrainy.

Okazało się, że Ukraińcy nie chcą dłużej pozostawać w strefie wpływów rosyjskich. Uznali, iż bardziej wartościowe jest dla nich ukierunkowanie na zachód i stowarzyszenie się z Unią Europejską. Wydarzenia, mające początkowo charakter pokojowego protestu, przerodziły się z czasem w otwarty konflikt zbrojny, który trwa do dziś, a końca jak na razie – nie widać.

Wybuch wojny spowodował napływ Ukraińców do Polski. To, że film jest dla nich ważny, znalazło odbicie na Sali kinowej, która wypełniła się niemal po brzegi; słychać też było melodyjny akcent języka naszych wschodnich sąsiadów bezpośrednio przed rozpoczęciem pokazu. Dominował raczej audyt w wieku do 35 lat, starszych osób przyszło niezbyt wiele; dosyć sporo było za to osób w wieku licealnym i ogólnie około 20 lat. Mogłoby to świadczyć o zainteresowaniu kinem Ukraińskim wśród uczniów i świeżych absolwentów szkół średnich, ale to problem, nad którym będę się jeszcze pochylał.

Na pewno muszę stwierdzić, iż tak wysoka frekwencja zaskoczyła mnie dość mocno, ponieważ wcześniej byłem na spotkaniach z Ziemowitem Szczerkiem i Andrijem Bodnarem (również w ramach Miesiąca Lwowskiego), gdzie frekwencja nie była aż tak duża, przy czym sporą część słuchaczy stanowili przedstawiciele środowiska wrocławskich Ukrainistów, a pod koniec (zwłaszcza z drugim z artystów) niemal przerodziły się w specjalistyczną dyskusję, prowadzoną po części w języku ukraińskim, a już na pewno niezbyt czytelną dla odbiorcy z poza tego kręgu.

Na pewno dokument Łoźnicy nie jest filmem łatwym. Moim zdaniem wymaga sporego skupienia uwagi. Odbiorcy filmów dokumentalnych są przyzwyczajeni do obecności narratora – eksperta, który niejako prowadzi ich przez zawarte treści, ale i – moim zdaniem – narzuca pewną interpretacje tych treści. W Majdanie tego nie ma. Nie występuje żaden narrator. W ogóle nie ma tam żadnego dźwięku z zewnątrz – rozmowy i śpiewy demonstrantów, a w drugiej części także odgłosy petard, karabinów oraz krzyki i jęki postrzelonych składają się na cały soundtrack.

Ponadto, odbiorca ma wrażenie, jakby był jednym z uczestników protestu – kamera uchwyciła obraz z perspektywy tłumu, nie z góry. Razem z reżyserem, z Sali kinowej przenieśliśmy się wprost do Kijowa i byliśmy: na placu, ulicach miasta, dworcu, moście, w kuchni, gdzie przygotowywano posiłki dla uczestników Majdanu. Słyszeliśmy hymn ukraiński, ale i nawoływania do milicjantów, aby się opamiętali. Uczestniczyliśmy w nabożeństwie pogrzebowym zabitych demonstrantów. Widzieliśmy flagi ukraińskie, flagi państw stowarzyszonych w Unii Europejskiej, ale i flagi zwolenników frakcji Banderowców.

Wszystko to (a szczególnie walki uliczne)  powodowało wielkie wzruszenie wśród audytorium. Gdzieniegdzie rozlegał się tłumiony szloch i widać było łzy, wycierane ukradkiem białą chusteczką. Ci, którzy dotrwali do końca, na pewno wyszli ubogaceni. Jednak nie wszystkim się to udało. Spora część młodzieży, o której pisałem wcześniej, opuściła salę po około piętnastu minutach projekcji. Zresztą, wychodziła nie tylko młodzież. Myślę, że dla pewnej grupy odbiorców film okazał się być zbyt trudny, ciężki. Nie od razu na ekranie posypał się grad kul, trup również nie słał się zbyt gęsto. Nie było zatem jakiejś dominanty, na której można by się szczególnie skupić.Można było za to obserwować proces postępowania rewolucji co rzeczywiście mogło nieco nużyć niektórych widzów.

Dla mnie pierwsza część filmu (do momentu, gdy milicjanci wyszli do ludzi, posypała się kostka brukowa a na ulicach stanęły barykady) była znakomitą migawką społeczeństwa ukraińskiego. Pokazała również jednolitość tego społeczeństwa – młodzi i starzy, mężczyźni i kobieci jednoczyli się razem, by pokazać wsparcie dla idei połączenia z zachodnimi wartościami. Druga część pokazała bezwzględność wschodniego reżimu, który niechętnie wypuszcza ofiary ze swych szponów, ale i ogromną determinację i ducha walki Ukraińców. Wypada tylko życzyć naszym sąsiadom powodzenia w tej walce i ściskać za nich mocno kciuki.

16.05.2016

więcej w dziale Ekran: