Nie bądź żaba!

Rokrocznie, w okresie, gdy pojawiają się dmuchawce, wybieram się do takiego malutkiego zagajniczka w pobliskim lasku. Nigdy się nie zawodzę – czasem kilka, czasem kilkanaście, ale zawsze rosną tam dmuchawce naprawdę wyjątkowe, wielkości dwóch złożonych pięści, a czasem nawet niedużej głowy. Jako wytrawny łowca, z prędkością i ostrożnością dostosowaną idealnie do polowania na dmuchawce, zakradam się do nich z nieprzyzwoicie skuteczną bronią – z lakierem do włosów w wersji megaultrahiperstrong. Popsikawszy najbardziej rozłożystego dmuchawca delikatnie odcinam go scyzorykiem i zabieram do domu. Jako symbol. Lubię symbole. Przede wszystkim za to, że każdy odbiera je inaczej i może się z tego urodzić bardzo ciekawa dyskusja. Uwielbiam prowokować gości, pokazując im ten dmuchawiec i pytając „Jak myślisz, dlaczego go trzymam?”

13435655_995673090528161_1572414384_n

Słyszałem tysiąc interpretacji. Każda ciekawa, jedne bliższe prawdy, inne mniej. Ogólnie rzecz biorąc, wiodącym trendem wydaje się być skojarzenie dmuchawca z delikatnością, zwiewnością. Parę osób porównało ten dmuchawiec do mnie, kojarząc delikatność dmuchawca z pewną właściwą mi wrażliwością emocjonalną, inni zaś bardziej skupiali się na aspekcie lakieru – nawet coś takiego delikatnego jak dmuchawiec może stać się naprawdę mocne. Ciekawe, prawda?

Moja teoria jest jednak nieco odmienna. Zauważcie, gdy pojawia się lekki letni wietrzyk, dmuchawce nie rozsypują się w setkę fruwających nasionek. Staje się to zaś, gdy wiatr (lub my sami) mocniej, gwałtowniej dmuchniemy w puchatą główkę roślinki. Zawsze ta właściwość kojarzyła mi się z ludzką psychiką. I z pewnym mało przyjemnym, ale bardzo ciekawym eksperymentem przeprowadzonym na żabach.

Otóż… Jeśli wyłowi się żabę z jej stawu wraz z tą „znajomą wodą”, następnie żabkę na chwilkę z niej wyjmie, a jej wodę zagotuje się do temperatury właściwej wrzeniu, po czym do tego ukropu rzeczoną żabę się wrzuci, ta od razu zacznie się miotać, rzucać i ostatecznie wyskoczy z tej wody. Poparzona, przerażona – ale żywa. Ale, jeżeli taką żabę pozostawi się w wodzie z jej stawu i zacznie się powolutku, stopniowo podgrzewać, to biedaczka po pewnym czasie spokojnie się ugotuje. Tak, wiem, eksperyment mało przyjemny. Zakładam, że przeprowadzali go Francuzi, jako amatorzy żabich udek…

Ale przechodząc do interpretacji – tak biedne żabki jak i dmuchawce nie reagowały na delikatne zmiany temperatury czy siły wiatru. Myślicie, że my, ludzie jesteśmy inni?

Otóż nie. Człowiek tak samo jak powolnie podgrzewana żabka toleruje coraz trudniejsze warunki, dostosowuje się do nich. Póki nie będzie już nieco za późno, by coś z tym zrobić. To bardzo częste zjawisko, które możemy zauważyć wielokrotnie u siebie oraz u znajomych. A właściwie to głównie u znajomych, bo sami wesoło gotujemy się we własnej, znajomej wodzie. Przykłady? Związki, które mimo wypalenia się trwają i niszczą obie strony. Praca, która nie daje satysfakcji, a mało pieniędzy i dorzuca w gratisie szefa niszczącego psychicznie. Grupa „znajomych”, którzy mają na nas zły wpływ, wprowadzają w tzw. „szemrane towarzystwo”, co często prowadzi do nieodwołalnych zniszczeń, takich jak uzależnienia czy kontakty z przestępcami… To są oczywiście najjaskrawsze z jaskrawych przykładów, ale dobrze pokazują myśl, która mi towarzyszy.

Może to dziś jest ten dzień, by zmienić coś, co nas stale unieszczęśliwia? Może to dziś pora, by wziąć życie we własne ręce?

Dlatego mój apel, moja nadzieja i podsumowanie tego długiego tekstu, będzie bardzo krótkie. Po prostu – nie bądź żabą!

16.06.2016

więcej w dziale Miszmasz: