O vlogerstwie polskim. Część II: Ku zagładzie stylu

W pierwszej części cyklu o polskich vlogach skupiłam się na branży rozrywkowej i  był to raczej przegląd dobrych lub wartych obejrzenia vlogów. W tym odcinku będzie nieco inaczej. Dziś zamiast promować polskie vlogi i zachęcać do zwiedzania czeluści YouTube’a, poruszę nurtujący mnie od ponad 1,5 roku problem. Być może okaże się, że nie tylko ja się nad tym zastanawiam i w pewien sposób ubolewam. 

12202285_1028792863818469_1095150104_n
Ilustacja: Izabela Sobierajska

W tej części planowałam zająć się kategorią jaką jest „lifestyle” i w dodatku połączyć ją z kobiecą częścią YouTube’a. Próbując zgłębić temat wystukałam w Googlach interesujące mnie zagadnienie i trafiłam na wpis Muszkietera, którego również nurtował problem „lifestyl’u”. Oczywiście znajomość angielskiego sama narzuca nam  „interpretację”/rozumienie pojęcia jako „stylu życia”. Wspomniany przeze mnie bloger próbuje dociec, na ile życie może mieć styl i jakie style, a raczej ich brak występują w blogosferze, bo jak słusznie autor zauważa:

 „Ten to ma styl” albo „To w jego stylu” określało raczej, że ktoś jest charakterystyczny, niekoniecznie niepowtarzalny, ale wobec niego nie przechodziło się obojętnie.Wobec blogera lifestyle’owego można przejść obojętnie, bo nie pisze o niczym ciekawszym niż kotlet w bułce od McDonalda. […] On [styl] jakoś najbardziej kojarzy mi się z ubieraniem, ale żeby nikogo nie skrzywdzić, to można mieć również styl pisania, mówienia, grania, argumentowania.[1]

Mnie natomiast w pierwszej kolejności przychodzą na myśl albo aktywne style (po polsku – tryby życia), albo pasywne. Albo ktoś żyje z pasją, albo wiecznie narzeka na wszystko – to przecież styl życia, bycia w świecie. Muszkieter jednak miał rację, pisząc o tym, że znaczna część blogosfery interpretuje „lifestyle” jako życie codzienne, od kuchni (w dosłownym i przenośnym znaczeniu), tworząc w ten sposób swój wizerunek lifestylowego blogera wokół tego, co nosi, czego używa, co je, gdzie i za jaką cenę. Fala lifestyle’owych vlogów osiąga apogeum. Co więcej coraz to młodsze osoby, mające zaledwie 12-13 lat (choć zdarzają się i 10-latki), próbują tworzyć vlogi lifestyle’owe. O efekty nie pytajcie.

Scharakteryzowanie vlogów lifestylowych jest dużo prostsze, niż wyjaśnienie samego terminu. Vlogi lifestyle’owe podobno powstają dla widzów. Widzów, którzy widzą Cię pierwszy raz, ale są bardzo ciekawi kim jesteś, co robisz, co kupujesz, etc. Tak się dzieje dopiero po czasie. Jeśli masz odpowiednią liczbę subskrybentów, wyświetleń i współpracujesz z różnymi markami, stajesz się „celebrytą”, choć to pewnie nieodpowiednie słowo, w każdym razie jesteś gość i należy iść w Twoje ślady. Po co myśleć samemu, skoro ktoś za Ciebie zadecyduje, na co wydasz pieniądze.

Na kanałach lifestyle’owych znajdziemy filmy np. o tym, co ostatnio autorka sobie kupiła. Przez 10 min. nagrania będzie po kolei pokazywać ciuszki, kosmetyki, gadżety i inne pierdoły. Inna kwestia, czy jest to rzeczywisty „haul zakupowy” czy produkty do sprzedania (czyt. reklama) w ramach współpracy. W ten temat nawet nie zamierzam brnąć. Innym nieco bardziej ciekawym i wymagającym od vlogerki umiejętności montażu gatunkiem filmów są tzw. „My daily routine” – ze wszelkimi możliwymi doprecyzowaniami, np. morning, evening, summmer, etc. Ile vlogerek – tyle pomysłów na dzienne rutyny. Czasem, co odważniejsze nagrywają „vlogi” – tak, brzmi to jak tautologizm. „Vlog” jest nagrywany zwykle „z rąsi”, vlogerka udostępnia odbiorcy prawdziwy skrawek swego życia, zabiera go ze sobą np. do sklepu, na spotkanie (lub gdziekolwiek indziej) i na bieżąco komentuje to, co się dzieje. Prawie live, ale po czasie. Są jeszcze inne gatunki filmów z kategorii lifestyle’owych vlogów.

Chciałam uniknąć konkretyzacji, ale o „fenomenach” w tej dziedzinie muszę wspomnieć, choć zapewne Ameryki nie odkryję. Wśród młodziutkich vlogerów króluje littlemooonster96. I tego fenomenu nigdy nie pojmę. Inne vlogerki, które można wymienić, ze względu na oglądalność to: GlamPaula (TV), stylizacjeTV, callmeblondieee, PannaJoannaMakeUp, szusz, … W zasadzie lista nie ma końca i raczej nie chcę jej zgłębiać. Poszukać możecie sami, wpisując w wyszukiwarce YT hasło: my daily routine.

Zapytasz pewnie, o co mi właściwie chodzi – już Ci tłumaczę. Przeglądając vlogi głównie osób nastoletnich (to najliczniejsza grupa w tej kategorii) traktujące, jakkolwiek to ująć – o „stylu życia”, przeraziło mnie jedno – postawa tych ludzi. Być może nie mnie to oceniać, jakie wartości ktoś przyjmuje i czym kieruje się w życiu, ale jak już napomknęłam we wcześniejszym artykule – mam zacięcie pedagogiczne i pewne rzeczy, które dla innych są normą, bolą mnie lub smucą. W wielu przypadkach mam wątpliwość, czy vlogi powstają jako realizacja hobby, czy próba sprawdzenia siebie, czy może zwrócenia na siebie uwagi. To nic złego. Zaczynam się martwić, gdy przeglądając filmy odczuwam, że dana osoba tworzy po to, by zarobić. Ok, ktoś powie: „Fajnie. Młoda przedsiębiorcza osoba, wie co robi, będzie jej łatwiej w życiu.” Z jednej strony tak jest, ale z drugiej w tym, co robi nie ma przecież nic oryginalnego, bo są  tysiące youtube’rów/e’rek, które dokładnie TO SAMO i w taki sam sposób czynią. Vlogi lifestyle’owe bardzo rzadko ukazują coś ciekawego czy jednostkowego, bo w gruncie rzeczy wszyscy mówią o tym samym i w taki sam sposób. Nawet, gdy pokazują własne życie – jest bardzo zwyczajne, bardzo trudno się nim zainspirować, znaleźć coś dla siebie – ale być może to osobny temat: dlaczego ludzie w ogóle oglądają takie vlogi? Być może nie chodzi o inspiracje, a jedynie o punkt odniesienia. Młodzi ludzie często go potrzebują, by określić samego siebie, a oglądając zwyczajne vlogi mogą się dowartościować, gdyż stwierdzą,  że ich życie praktycznie niczym się nie różni.

Wracając jednak do podtytułu tekstu i samego problemu lifestyle’u: większość vlogów traktujących o stylu życia przejawia styl jedynie w osobowości autora. W tym, jak słusznie cytowany przeze mnie Muszkieter pisze – sposobie mówienia czy argumentowania. Natomiast ukazywane przez vlogerki ich życie nie posiada żadnych cech odróżniających, przykuwających uwagę. Być może dlatego, że zwyczajnie jest takich vlogów za dużo a trudno wyjść z formy, jeśli się przesiąkło czyimś gadaniem…

 

[1] http://muszkieter.in/czym-jest-ten-cholerny-lifestyle/, data dostępu: 21 X 2015

więcej w dziale Miszmasz: