Podrabiana królowa

Jakiś czas temu dotarła do mnie informacja o powrocie do literatury Herkulesa Poirota. Przeraziło mnie to, bo przecież ten niski Belg zmarł 7 sierpnia 1975 roku (według powieści „Kurtyna”). Sophie Hannah – po czterdziestu latach od ostatnich przygód Poirota – została wybrana przez wnuków Agathy Christie do napisania jeszcze jednej powieści z tym pedanteryjnym elegancikiem w roli głównej.

Bez tytułu

„Kurtyna” budziła wiele kontrowersji.  Agatha Christie napisała tą powieść prawdopodobnie podczas II wojny światowej. Czytelnicy wyrazili rozczarowanie śmiercią charakterystycznego bohatera, więc autorka odłożyła rękopis do sejfu, który otworzyła dopiero w 1975 roku. Wiele gazet opublikowało wówczas nekrologi Herkulesa Poirota. Autorka tłumaczyła, że ten bohater ją męczył i nie lubiła go.

Buntowałam się całą sobą. Jak to? Ktoś wskrzesza bohatera, którego królowa kryminału zabiła? Dlaczego rodzina Christie bezcześci wolę autorki, urządzając konkurs na jej zastępczynię? Czy nie wiedzą, że królowa jest tylko jedna i nie tak łatwo ją zastąpić? A później pomyślałam: daj szansę tej nieznanej ci autorce! Co z tego, że może nie będzie tak uzdolniona jak Christie (bo nie będzie), ale może historia okaże się ciekawa. Potraktuj to jako osobne dzieło tej autorki. Trudno jednak zapomnieć o ikonie kryminałów, gdy jej nazwisko zajmuje ponad połowę okładki książki. Nie rozumiem po co. Przecież Christie tej powieści nie napisała, nigdy jej nie zobaczy, a jedyny jej wkład w to dzieło to wymyślenie za Sophie Hannah głównego bohatera. Od początku do końca.

Dlaczego Sophie Hannah postanowiła dopisać ciąg dalszy do czegoś już dawno zamkniętego? Czy zabrakło autorce pomysłu na własną powieść? Może skusiły ją łatwe pieniądze i prosta kariera? Odwzorowanie stylu Christie nie jest proste, a nawet osiągalne. Nie rozumiem, dlaczego ktoś postanowił sprzedać Agathę Christie. I niech nieprzychylne recenzje będą nauczką dla wszystkich wydawnictw, planujących skrzywdzić kolejnego nieżyjącego autora i jego wolę.

Chciałabym ocenić „Inicjały zbrodni” w oderwaniu od książek Agathy Christie, ale sama autorka prowokuje do porównań. Jest możliwe, że czasem nieświadomie porównam style lub pomysły na fabułę obu pisarek. Postaram się nie skrzywdzić tej, która jest dla mnie obca.

Sophie Hannah stworzyła dość obszerną powieść kryminalną (porównanie pierwsze: Agatha Christie nigdy nie napisała tak wielkiej objętościowo książki prócz swojej autobiografii). Narratorem i jednym z bohaterów jest Edward Catchpool, śledczy Scotland Yardu. Główną postacią jest oczywiście Hercules Poirot, detektyw o nieprzeniknionym umyśle. W drogim hotelu w trzech pokojach na trzech piętrach znaleziono zwłoki trzech osób, a ich morderca zostawił w ustach ofiar spinki do mankietów z wygrawerowanymi inicjałami. Zadaniem obu detektywów jest odkrycie, do kogo należą inicjały oraz kto zamordował troje ludzi. Niekoniecznie przecież właściciel spinek jest mordercą. Zamordowani to osoby około pięćdziesiątego roku życia, stosunkowo zamożne. Łączy je wspólna przeszłość o której nie tak łatwo będzie się detektywom dowiedzieć. A jeszcze Poirot wierzy, że jego rozmowa z pewną roztrzęsioną kobietą w kawiarni ma niezwykle ważne znaczenie dla tego śledztwa. Belg podejrzewa, że właśnie ta kobieta będzie kolejną ofiarą mordercy. Nikt nie kupuje trzech spinek do mankietów, prawda? A nieszczęścia lubią chodzić parami.

Sam Poirot, któremu oczywiście przyglądałam się wyjątkowo pilnie, jest jakby nieswój. Niby musi zmienić otoczenie, by ożywić swoje, kultowe już, szare komórki, ale robi to zbyt często, na siłę. Jakby Sophie Hannah chciała podkreślić, że to ten sam Belg, którego znamy i kochamy… tylko że chciała za mocno. W ten sposób detektyw wyszedł przerysowany, niemal karykaturalny. Pojawiają się też francuskie wypowiedzi. W pewnym momencie rozmowa wygląda jak reklama Banku Zachodniego WBK, gdzie jeden z bohaterów mówi w obcym języku, a reszta nie zauważając tego, toczy z nim normalną rozmowę. Sam Poirot jest najgorzej wykreowaną postacią w całej książce i nie jest tak doskonały w swojej roli jak u Christie. Prawdopodobnie nie jestem w tej kwestii obiektywna, ale kto będzie?

Sama fabuła jest wciągająca. Nie mogłam się od książki oderwać. Tym razem nie zależało mi, żeby jak najszybciej dowiedzieć się, kim jest morderca, ale żeby zobaczyć, w jaki sposób autorka pozamieniała bohaterów rolami. Przede wszystkim jednak chciałam sprawdzić, czy czytelnik jest w stanie sam rozwiązać zagadkę. U Christie uwielbiałam właśnie to, jak prowadziła czytelnika do rozwiązania. Okazuje się, że w najnowszej powieści bardzo trudno jest rozwikłać tę tajemnicę. Owszem, od połowy książki intuicyjnie wiedziałam, kto zabił, lecz nie potrafiłabym przedstawić dowodów na poparcie mojej tezy. Najgorsze jest to, że rzeczywiście mordercą okazała się osoba, co do której żywiłam podejrzenia. Rzecz karygodna i u Agathy Christie nigdy nie mająca miejsca! Królowa kryminału zawsze wodziła za nos, by na końcu nam na nim zagrać. To był cały urok i piękno jej stylu. Hannah zaprezentowała wyjątkowo zawiłą fabułę i  dwa miejsca akcji. Śledzenie fabuły w wyjątkowym skupieniu bardzo utrudniało radowanie się z możliwości przyłapania mordercy przed Poirotem.

Mimo wszystko jestem mile zaskoczona, że udało się laureatce National Book Award mnie porwać i wciągnąć. Sam pomysł na fabułę był niezmiernie ciekawy i w stylu Agathy Christie. Nie udało się jednak Hannah oddać atmosfery lat 20. XX wieku. Poirot i narracja a’la Christie wydali się unowocześnieni. Jestem jednak niezmiernie ciekawa innych książek tej pisarki. Wydawnictwo Literackie obiecuje publikację pozostałych jej powieści. Hannah to zdolna pisarka, która powinna kreować własnych bohaterów i pracować nad własnym, niepowtarzalnym stylem.

Agatha Christie powinna zostać niepowtarzalna. Ideał trudno doścignąć, a wszelkie próby mogą kończyć się nieprzychylnymi recenzjami krytyków, które nie raz zakończyły karierę autora. Uzdolnieni pisarze, a taką osobą jest właśnie Sophie Hannah, powinni wytyczać nowe kierunki i prezentować światu nowe spojrzenia na literaturę. Szkoda patrzeć, jak ciekawi twórcy marnują swoje zdolności, tracąc czas na naśladowanie innych. Odwagi!

13.09.2014

więcej w dziale Papier: