Psychologia Symboli

Czytając jakiś czas temu tekst koleżanki z redakcji, Justyny Arabskiej, pt: „Srebrniutkie jabłuszko po ziemi się toczy”, zastanowiłem się nad pochodzeniem symboli jako takich. Jak to się dzieje, że każdy z nas je rozumie i stosuje, niemal się nad nimi nie zastanawiając? I, jednocześnie, jak to możliwe, że nieraz symbole symbolizują wartości, które de facto nie mają nic wspólnego z rzeczywistością (sztandarowym przykładem może być tu serce i miłość – serce, jako symbol miłości, jest tak silnie zakorzenione w naszej kulturze, że nie ruszy go z ugruntowanej pozycji nic. Absolutnie. Nawet to, że serce nie ma z miłością nic wspólnego, poza faktem, że pompuje krew do mózgu, w którym znajdują się nasze uczucia)? I czemu symbole, o których znaczeniu NIC nie wiemy, mimo wszystko wywierają na nas odpowiednie wrażenie? Jak to jest z tymi symbolami? Są one wytworem kultury – czy to one ją tworzą?

symbole
Ilustacja: Anna Dauenhauer

Otóż, uwaga! – I to, i to. Istnieją symbole atawistyczne, oddziałujące po prostu na nasz instynkt – sztandarowym przykładem może być tu ciemność. KAŻDY z nas kojarzy ciemność z zagrożeniem, nie czujemy się w niej pewnie. Jest to podyktowane pierwotnymi instynktami – w ciemności trudniej zauważyć polującego drapieżnika, czy inne zagrożenie. Oczywiście, w naszych czasach ciemność została nieco „oswojona” (choćby przez światło elektryczne), ale pewien, mniej czy bardziej intensywny, lęk pozostał nam w spadku po przodkach. To dość proste, logiczne, i niemal każdy jest w stanie po chwili zastanowienia dojść do tych wniosków. A już na pewno powiązać ciemność z lękiem. Kolejnymi symbolami, które odwołują się do naszych instynktów mogą być choćby dzieci (instynkt ochrony potomstwa – nawet nie swojego!), nóż (nie tyle chodzi tu o sam nóż, co po prostu o ostre narzędzie, krawędź, którą można się skaleczyć), czy czerwień (jako kolor krwi, wywołuje u nas wrażenie drapieżności, gotowości do walki, pobudza nas). Ta grupa symboli jest raczej wspólna dla wszystkich ludzi całego świata, niezależnie od rasy, pochodzenia, religii czy kultury – bo nie zostały przez nas wytworzone, a przejęte po dalekich przodkach.

Odmienną grupą symboli są te, które wykreowaliśmy my sami – a więc są wytworami kultury. Tutaj przytoczyć można choćby przykład już przeze mnie zaprezentowany we wstępie tego artykułu – serce jako symbol miłości, albo mój ulubiony – feniks. Czym jest feniks wie każdy z nas. Magiczny ptak, płonący żywym ogniem, który po śmierci spala się w kupkę popiołu tylko po to, aby za chwilę się z niego odrodzić. Oczywiście w związku ze specyfiką jego „śmiertelnego zachowania” dość logicznym jest, że stał się symbolem odrodzenia, nowego życia i tak dalej… Problem jest tylko jeden – feniksy nie istnieją. No, a przynajmniej jeszcze nikt żadnego nie spotkał poza kartami książek, ujęciami z filmów i walkami w grach komputerowych. Dlaczego więc ktoś stworzył taki symbol, dlaczego wszedł on tak trwale do kultury, podczas gdy choćby zwykły dąb czy inne drzewo mogłoby spełniać te same znaczenia (co de facto i tak robi)? Trudno mi się przyznać – ale nie wiem. Myślę że ma to coś wspólnego z widowiskowością, która, jak wiadomo, wzbudza zainteresowanie. Cóż, ciężko odmówić racji temu, kto stwierdzi, że nieistniejący ptak wybuchający płomieniem jest zdecydowanie bardziej widowiskowy niż tak boleśnie zwyczajne drzewo, które możemy zobaczyć w tysiącu egzemplarzy każdego dnia. Łał, super, drzewo. Rośnie. Jaj, ma żołędzie. Hmm, nie, dzięki, jednak wolę feniksa.

Nie zrozumcie mnie źle, nie mam nic przeciwko symbolom wykreowanym przez kulturę, nawet kompletnie i całkowicie do cna nierealnym. Sam z nich korzystam, obracam się wśród nich i je rozumiem. Po prostu zastanowiło mnie, czemu ludzie są tak skłonni przypisywać jakieś cechy, wiązać pewne uczucia czy stany z konkretnymi, teoretycznie niezwiązanymi pojęciami. I dlaczego niektóre z symboli wytworzonych przez kulturę tak silnie wyparły te atawistyczne, że nikt niemalże o nich nie pomyśli? Tutaj przykładem może być romantyczny wieczór… Wyobraźmy sobie, pokój pogrążony w półmroku, rozświetlanym jedynie przez kilka chybotliwych płomyków świec. W wazonie czerwone róże, a na łóżku rozsypane ich piękne, wielkie płatki. Jedni uznają taki wystrój za kiczowaty, inni za bezsensowny, aż wreszcie znajdą się tacy, którzy się nim zachwycą. Jak widać, uczucia wywoływane przez pewne symbole, umieszczone w tej wizji są bardzo różne i czasem nawet całkowicie antagonistyczne względem siebie. Ale, niezależnie od uczuć względem nich, każdy z odbiorców odczytałby je mniej więcej tak samo. Róże, czyli symbol miłości (a przy okazji pięknie pachnące płatki), świece tworzące ciepły, klimatyczny nastrój… Prawda? Ale zapominamy o tym, że róże mają kolce, a więc są symbolem zdradliwości, ogień jest niemal dokładnym, idealnym symbolem zniszczenia i szalejącego żywiołu, a płatki róż, oderwane od kwiatu mogą być znakiem co najwyżej nadchodzącej śmierci. Czy ktoś tak odczytał tą scenę? Bardzo wątpię. A już na pewno nie w pierwszej chwili. Czemu? Przecież wszystkie nasze instynkty są kierowane na przeżycie, ochronę przed niebezpieczeństwem i przedłużenie własnego gatunku. Jestem całkowicie pewien, że nasz niedaleki przodek, neandertalczyk, uciekłby z takiego pokoju z krzykiem, a nie zaczął się cieszyć, że szykuje się miły, romantyczny wieczór we dwoje…

Podchodząc do pisania tego artykułu, byłem przekonany, że symbole, poza tymi najbardziej podstawowymi i najczęściej używanymi w codziennym życiu, są obiektem zainteresowania jedynie co bardziej zapalonych polonistów i literatów. Ale dokładniejsze przemyślenie tematu i nieco merytorycznego przygotowania wykazały mi, że się myliłem. Symbole otaczają nas dokładnie na każdym kroku naszego życia, w każdej chwili, nawet nieświadomie, oddziałują na nasz mózg i psychikę. Co więcej, są one wykorzystywane do przekazania nam pewnych wartości, lub nawet przekonania nas do czegoś. Tak, mówię tu o marketingu i reklamie czy trudnej sztuce autoprezentacji. Człowiek noszący złote akcenty (złotą biżuterię, zegarek) jest automatycznie „odczytywany” jako należący do wyższej kasty społecznej, niezależnie od stanu faktycznego. Osoba, ubrana w dopasowaną białą koszulę i perfekcyjnie skrojony garnitur momentalnie zostanie uznana za kogoś bardziej godnego wysłuchania i zaufania, niż ktoś występujący w rozciągniętej bluzie i dresowych spodniach. Myślicie, że dlaczego politycy zawsze są tak wystrojeni? Bo chcą, by ich słuchano, a więc dbają o to, także poprzez ubiór. Dlaczego kosmetyki zawsze są reklamowane przez piękne kobiety, lub przystojnych mężczyzn? Bo piękno, jako coś naturalnego, dobrego, bezpiecznego,  przyciąga! Abstrahując oczywiście od pewnego dysonansu, którego moglibyśmy doznać, gdyby krem przeciwzmarszczkowy był reklamowany przez osobę, która może pochwalić się ich bogatą kolekcją. Przykłady można by tu mnożyć w nieskończoność.

Oczywiście, czasem zdarzają się kampanie, w których zagwożdżenie symbolu nie do końca spełnia swą rolę. Wiąże się to z różnym odczytywaniem znaków przez ludzi, o czym pisałem powyżej, podając przykład romantycznej scenerii. Niedawno miała miejsce dość głośna kampania banku, w której uczestniczył Szymon Majewski, znany komik. Założenie spotów było bardzo proste – poprzez uczestnictwo komika, skojarzymy reklamę ze śmiechem, czyli uczuciem na wskroś pozytywnym, przez co bank również pozytywnie będzie się nam kojarzył, co z kolei skłoni nas do korzystania z jego usług. Problemem okazało się to, że społeczeństwo wymaga od banku pewnej powagi, gdyż, nie da się ukryć, nasze pieniądze chcemy pozostawiać w pewnych, odpowiedzialnych rękach. I śmiech, a więc brak powagi, wywołał pewien dysonans w skojarzeniu z poważną instytucją banku. I w tak prosty sposób, poprzez nie wzięcie pod uwagę odmiennej interpretacji przez twórców tychże spotów kampania okazała się spektakularną, wesołą, znaną… klapą. Ups.

Symbole, symbolika, metafora, przenośnie… Są pięknymi narzędziami. Gdy wiemy, jak je odczytywać i jak ich używać. Zauważcie, drodzy Czytelnicy, że każdy symbol, jeśli się nad nim zastanowić, niesie za sobą potężny ładunek emocjonalny. Cała sztuka, w szczególności zaś wiersze, opierają się na symbolice, tworząc wspaniałe i piękne, wielopoziomowe opisy, pozwalające na przekazanie niezwykłych wartości w jedynie kilku prostych słowach. Z drugiej strony, jak pisałem powyżej, symbole są często wykorzystywane w pewnym sensie „przeciwko nam”, czyli w celu wywołania konkretnych emocji i zachowań. Co z tego wynika? Bardzo prosty wniosek, który chciałbym Wam przekazać. Symbole warto znać i umieć interpretować – aby móc czerpać z życia całą mnogość znaczeń – by umieć cieszyć się symbolami niosącymi nam przyjemność i radość, zastanowić się nad tymi skłaniającymi do refleksji, a jednocześnie umieć oprzeć się tym, które próbują na nas wpływać.

11.01.2016 r.

więcej w dziale Miszmasz: