Syndrom sztokholmski

Niewielu z nas wie czym jest syndrom sztokholmski. Warto to zmienić. Warto wiedzieć jak działa ludzki mózg w sytuacjach kryzysowych, do czego jest w stanie posunąć się, aby uchronić nas przed nadmiernym stresem. Od wieków ludzki organizm stanowi ciekawy obiekt badań naukowców. Mnożą się pytania, na które nie sposób znaleźć odpowiedzi. W przypadku syndromu sztokholmskiego odpowiedź powstała bez zadawania pytań, po raz kolejny zaskakując naukowców. Ludzki organizm pokazał swoje mechanizmy obronne, uświadamiając światu, że człowiek w obliczy zagrożenia wbrew logice zaczyna darzyć sympatią swojego oprawcę, traktując go jak ostatnią deskę ratunku. 

29_stockholmSyndrome

Powyższy termin powstał na krótko po wydarzeniach mających miejsce w sztokholmskim banku. W ciągu sześciu sierpniowych dni w 1973 roku grupa przestępcza przetrzymywała jako zakładników klientów oraz pracowników banku Kreditbanken przy placu Norrmalmstrong. Policja przystąpiła do rutynowych działań, w tym negocjacji. Cała akcja zakończyła się absolutnym sukcesem. Zakładnicy zostali odbici z rąk bandytów. Następne dni pokazały niecodzienne zjawisko. Ofiary zaczęły bronić swoich prześladowców i odnosić się bardzo negatywnie w stosunku do policji. W czasie przesłuchań odmawiały współpracy. Wywołało to olbrzymią konsternację oraz dyskusję w wielu środowiskach, w tym w środowisku psychologów. Na skutek zaistniałej sytuacji stworzony został przez szwedzkiego kryminologa i psychologa, Nilsa Bejerota współpracującego z policją w czasie napadu termin „syndrom sztokholmski”. Nazwa nowopoznanego zjawiska rozprzestrzeniła się i została przyjęta na całym świecie. W 2003 roku zrealizowano szwedzko – norweską koprodukcję filmową „Norrmalmstrong”.

Syndromem sztokholmskim zwykło się nazywać stan psychiczny, który pojawia się u ofiar porwania lub zakładników. Przejawia się odczuwaniem sympatii i solidarności wobec osób je przetrzymujących. Syndrom jest skutkiem psychologicznej reakcji na silny stres. Można go traktować również jako mechanizm obronny organizmu na niebezpieczeństwo. Ofiara porwania nie potrafi racjonalnie ocenić sytuację, w której się znalazła. Nie docierają do niej żadne informacje z zewnątrz, a każda minuta trwa w nieskończoność. Niepewny los oraz całkowita zależność od napastnika prowadzić może do głodu, gwałtu, a nawet śmierci. Jedynym racjonalnym wyjściem z opresji jest oswojenie rzeczywistości.

Często pierwszym z odruchów samozachowawczych jest bunt, chęć przeciwstawienia się oprawcy, a także chęć uwolnienia się z trudnej sytuacji. Niestety kolejne minuty są jak zimny prysznic. W umyśle ofiary pojawia wątpliwość. Uświadamia sobie jak wiele zawdzięcza swojemu oprawcy. Dostrzega pozytywne aspekty jego zachowania. Wie, że już dawno mógł ją zabić, ale jednak tego nie uczynił. Ofiara nieświadomie oddziela sprawcę od sytuacji, która jest zła i stanowi niebezpieczeństwo, napastnik z kolei staje się wybawcą z opresji. Tworząca się więź emocjonalna nadaje porywaczowi wyłącznie pozytywne cechy. Syndrom sztokholmski utrudnia akcję ratowniczą. Ofiara bezgranicznie ufając napastnikowi, jest zdolna do zacierania śladów, pomocy w ucieczce, a także rozpoczęcia kryminalnych działań wraz z porywaczem.

Zjawisko syndromu sztokholmskiego odnaleźć możemy również w przypadku ofiar sekt, kiedy dochodzi do manipulacji oraz całkowitego odcięcia osoby od świata zewnętrznego. Równie trudna sytuacja spotyka więźniów obozów pracy lub obozów koncentracyjnych, chociaż w tym przypadku nie odnotowano szczególnych ofiar. O innym rodzaju zniewolenia można mówić w przypadku ofiar maltretowania oraz ofiar przemocy domowej. Chociaż syndrom sztokholmski kojarzony jest głównie z porwaniami.

Każdy rodzaj zniewolenia jest związany z elementami przemocy, przejawiającej się w trzech fazach. Pierwsza faza to narastanie napięcia, kiedy to napastnik zagraża życiu przetrzymywanego. Następna faza zawiera akt przemocy. Może to być akt przemocy fizycznej lub psychicznej. Ostatnią fazą jest miodowy miesiąc, wyróżniający się skruchą napastnika. Zazwyczaj jest to wyłącznie zabieg manipulacyjny mający na celu zmniejszyć czujność ofiary i zwiększyć jej zaufanie wobec oprawcy. Syndrom sztokholmski to głównie napady, porwania, zakładnicy ale nie tylko. W dzisiejszym świecie napastnikiem może być również szef w wielkiej korporacji. Wielu pracodawców stosuje dziś wobec pracowników mobbing. Tworzą im piekło w ramach godzin pracy, doprowadzający na skrajnego załamania nerwowego. Właściciel korporacji świadomie i w sposób cyniczny steruje uczuciami podwładnych. Narzuca im nieludzką ilość pracy, którą nie sposób wykonać w wyznaczonym czasie. Jednak zdarza się, że od czasu do czasu pokaże swoje ludzkie oblicze, co wpływa na budowanie układu zależności. Sterowanie ludźmi za pomocą pozytywnych bodźców, tak zwanych „cukierków” pozwala trwale uzależnić ich od woli przełożonego.

Od dziecka jesteśmy przygotowani do poniżania. Jesteśmy ofiarami w domach rodzinnych, często doświadczani w szkołach, a na sam koniec czujemy niższość wobec naszych podwładnych w miejscach pracy. Porwanie to poniżenie o zwielokrotnionej sile uderzenia. Nikt nie jest w stanie wyjść z tego bez szwanku. Każdy wie jednak, że musi przeżyć. Podświadomość podpowiada nam, że należy oswoić oprawcę. Jedynym racjonalnym wyjściem jest przybranie postawy biernej lub współpracującej. Należy mieć świadomość, że kiedyś każda sytuacja się skończy.  Pozytywne nastawienie oraz odzyskanie poczucia własnej wartości pozwala mieć nadzieję. Nie sposób wpłynąć na własną podświadomość, która rządzi się własnymi prawami. Pozyskanie niezliczonych informacji na temat syndromu sztokholmskiego nie zapewni nam bezpieczeństwa w skrajnych sytuacjach. Powinniśmy na co dzień szanować drugiego człowieka i pomagać sobie nawzajem. W przyszłości może nam to przynieść wyłącznie korzyści.

21.05.2015

więcej w dziale Miszmasz: