Trudne autobiografie, cz. 1

Rynkiem książki zawładnęły biografie, autobiografie, wywiady rzeki, tematyczne wspomnienia… Możemy je znaleźć jako pierwsze z brzegu na półkach dowolnej księgarni. Muszę przyznać, że uległam tej manii, z ciekawości, w jaki sposób osoby, które wydają nam się znane i jednoznaczne, mówią same o sobie; jakie wydarzenia ukształtowały je naprawdę, w przeciwieństwie do obiegowych teorii.

Bez tytułu
Ilustacja: Magdalena Małyska

Ten tekst na pewno nie będzie ostatnim poświęconym autobiografiom. Zwłaszcza, że są wśród nich takie, które wstrząsnęły opinią publiczną, albo przynajmniej ją poruszyły. Autobiografie niełatwe, bo kwestionujące ustalone od lat hierarchie i podziały. Pokazujące od podszewki to, co wydaje nam się znoszonym do znudzenia garniturem. Szczególnie zaintrygowało mnie pojawienie się na rynku – w odstępie zaledwie kilku lat – książek przerywających milczenie: żony Lecha Wałęsy, Danuty, oraz córki generała Jaruzelskiego – Moniki. Autorki dzieli nie tylko przepaść postaw i poglądów politycznych w najbliższej rodzinie, ale miejsce, jakie zajmują w społeczeństwie jako kobiety (dziewczyna z pomorskiej wsi, kwiaciarka, następnie żona i matka ośmiorga dzieci oraz wychowana w Warszawie córka generała, projektantka mody, która pierwsze i jedyne dziecko zdecydowała się urodzić po czterdziestce). Także intencje napisania książek okazują się zupełnie różne: Jaruzelska nie ukrywa, że pisanie to jej nowy sposób na życie i zarobek, Wałęsa – dziś żyjąca w dobrobycie – chce zerwać z wizerunkiem niemej własności swojego męża. To, co łączy autorki, to ambiwalencja między „ja” oficjalnym i prywatnym, a także – choć może zabrzmi to banalnie – szczerość (mam na myśli brak spójnej kreacji powstałej na potrzeby ideologii politycznych, show biznesu itp.).

W przypadku Moniki Jaruzelskiej pojawia się problem – Polacy nie bardzo umieją oddzielić jej osobę od ojca. Niekoniecznie dlatego, że mają osobiste powody, by nie wybaczać. Generał Jaruzelski, jego czarne okulary i słowa o wprowadzeniu stanu wojennego, to po prostu jeden z bardzo głęboko zakorzenionych symboli, przekazywanych następnym pokoleniom.
(To przykre, ale chyba na zasadzie podobnego uproszczenia funkcjonuje pozytywny symbol Jana Pawła II i jego wypowiedzi o kremówkach!) W książce „Rodzina” Jaruzelska bardzo emocjonalnie opowiada o spotkaniu z córką górnika, który zginął w kopalni Wujek. Jest to historia głębokiej, szczerej rozmowy i – w końcu – przebaczenia. Na tym przykładzie widać, że problem z otwartym spojrzeniem na publikacje Jaruzelskiej nie musi wynikać z bólu po wydarzeniach stanu wojennego, ale niestety bardzo typowej w Polsce manii szukania kozłów ofiarnych. Nie podlega dyskusji, że Wojciech Jaruzelski stał się, w potocznym rozumieniu historii, jednoznacznie czarnym charakterem. Jeżeli nie wystarczają nam same fakty, przypisujemy kozłom ofiarnym rozmaite zarzuty. Ulubionym tematem krytyki jest nierówność społeczna; dobrobyt rodzin i znajomych osób będących u władzy. Tymczasem Jaruzelska decyduje się na bardzo odważny krok – nie tylko przedstawia członków rodziny indywidualnie i psychologicznie, ale wyznaje, że jako nastolatka, właśnie w czasie stanu wojennego, próbowała popełnić samobójstwo. Nie z powodu – jak może się wydawać – niezgody na polską rzeczywistość czy wstydu za decyzję ojca, ale „typowych problemów nastolatki” – niezrozumienia, wyobcowania, poczucia osamotnienia. Po latach nie zawaha się wytknąć ojcu błędów, jednak nie tych politycznych, ale wychowawczych. Nurtujące ją wątki będzie drążyła w rozmowach z ojcem na sali szpitalnej. Obie książki córki Generała pokazują, jak bardzo uniwersalne są problemy nie tylko jednostki, ale rodziny. Jaruzelska niezwykle czule ukazuje wzajemną troskę, która łączy trzy pokolenia. Codzienność późnej matki (10-letni syn, Gucio) i późnej córki (w trakcie powstawania książek Generał jest już po 90-tce) to ciągłe krążenie między szkołą, dwoma domami
i szpitalem.

Niektóre rozdziały „Rodziny” przypominają wpisy na blogu: o stanie zdrowia ojca, o tym, że brakuje sił na dalszą walkę i czasu na zwyczajne życie. Projektantka nie boi się także pisać wprost o swoich lękach i obawach w odniesieniu do opinii publicznej, cytować obraźliwych wypowiedzi pod adresem ojca i jej samej. Mówi też o miłych aspektach spotkań z czytelnikami, nowym rozdziale życia, w którym – pisząc – nie tylko biernie wspomina, ale uporczywie dąży do odkrycia prawdy, nawet, jeżeli nie zawsze jest wygodna.

Po ukazaniu się książki „Marzenia i tajemnice” emocje już trochę opadły, ja jednak przeczytałam ją stosunkowo niedawno (niedługo przed wejściem na ekrany filmu „Wałęsa”) i muszę przyznać, że chyba nigdy nie zdarzyło mi się czytać podobnego wyznania. Perspektywa, z jakiej żona Wałęsy ocenia wydarzenia z całego życia, jest tak jednoznaczna i spójna, a jednocześnie różna od postawy przyjmowanej przez lata, że czytelnik ma wrażenie obcowania z kimś, kto właśnie doznał olśnienia lub objawienia: po latach służby rodzinie, Bogu i ojczyźnie (trzymając się górnolotnych określeń), Danuta odkrywa siebie jako kobietę; zaczyna zwracać uwagę na swoje potrzeby, upodobania, opinie. Zauważa, że najbardziej przełomowe wydarzenia w jej życiu miały związek ze spotkaniem ludzi wielkiego formatu – króla Szwecji Karola Gustawa (podczas odbierania Pokojowej Nagrody Nobla w imieniu męża) oraz papieża Jana Pawła II. Nie zawaha się wyznać, na których przyjaciołach z czasów Solidarności bardzo się zawiodła, oraz – mimo wizerunku sztandarowej Matki Polki – przyznać się do błędów wychowawczych. Okazuje się na przykład, że w modelowej, katolickiej rodzinie wielodzietnej, dziś dorosłe dzieci mają za sobą rozwody, a ich kontakt z rodzicami i rodzeństwem jest bardzo sporadyczny. Nie jest to jednak powód do wstydu dla pani Danuty, przeciwnie – po zaangażowaniu i służbie przyszedł czas na dystans, obserwację i refleksje (retrospektywne i aktualne). Mąż, który miał odwagę do walki za wolny kraj, dziś tego kraju nie akceptuje, pilnie śledzi informacje w mediach, po to, by za chwilę je skrytykować. To dość smutny obraz kogoś, kogo zwykliśmy kojarzyć ze determinacją i zwycięstwem.

Nie mogę też nie wspomnieć o języku książki; nie wiem, ile jest w nim ingerencji korektorów i wydawcy, ale znając wypowiedzi pani Danuty z mediów, wydaje się, że jest to niemal dosłowny zapis jej myśli: krótkie, zdecydowane, proste zdania, zakończone wykrzyknieniami typu „Ale ja już taka jestem i już!”. Ten sposób wyrazu dodaje nie tylko uroku, ale takiej autentyczności, jakby słuchało się prywatnych zwierzeń w spontanicznej rozmowie. Niewiele autobiografii, nie mówiąc już o wywiadach-rzekach i książkach biograficznych, przybiera taką formę. „Znani i lubiani” chcą się zazwyczaj przypodobać, wykreować w określony sposób, nierzadko zasugerowany przez wydawcę ze względów rynkowych.

Ciekawe, że obie autobiografie są wyrazem buntu względem społecznych wyobrażeń, przy czym Monika okazuje się bardziej lojalna względem rodziny. Danuta zrywa z tą lojalnością, ukazuje mniej pozytywne oblicza męża niż jego symbol (znów!) ze znakiem Victorii. Monika cechuje się głęboką świadomością i zmysłem obserwacji, życiowe decyzje zdaje się podejmować w ostrożny sposób. U Danuty Wałęsy wiele rzeczy okazuje się dziełem przypadku, a może „zrządzenia losu”. A jednak czytając obie książki nie mogłam uwolnić się od empatii dla autorek. Wykazały się ogromną odwagą i, dość późno odkrytym, talentem pisarskim. (Może trudno mówić o wybitnym stylu literackim pani Danuty, ale jej wspomnienia są ciekawe, przekonujące i budzące sympatię).

W „Towarzyszce panience” Jaruzelska odwołuje się do „Marzeń i tajemnic” zarzucając pani Danucie, że krytykuje coś (kogoś), co kiedyś sama świadomie wybrała. Pytana w talk-show Kuby Wojewódzkiego, czy podobnych słów nie można odnieść do jej własnej książki, cytuje powiedzenie „rodziców się nie wybiera”. Myślę, że obie kobiety nie wybrały siebie jako części wielkiej historii, a po prostu musiały się z nią zmierzyć, podobnie, jak w trudniejszych „wielkohistorycznych” warunkach musiały określić swoją tożsamość jako człowiek, kobieta
i matka, zaufać religii (p. Danuta), albo ją odrzucić (p. Monika), zaistnieć w wielu nowych środowiskach. Jeżeli po latach są w stanie opowiedzieć o swojej drodze, świadczy to nie tylko o potrzebach medialno-finansowych, ale o odrobieniu bardzo trudnych lekcji. Zachęcam do lektury, nawet tych, którzy na co dzień gustują w literaturze wyższych lotów.

12.08.2014

więcej w dziale Papier: