W hołdzie poecie

Jest taki dzień w ciągu roku, kiedy pomimo licznych obowiązków przystaję na chwilę przy moim regale i sięgam po tę wyjątkową książkę – zbiór wierszy Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.

Krzysztof Kamil Baczyñski
PHOTO: ANDRZEJ SZYPOWSKI/EAST NEWS Krzysztof Kamil Baczynski jako uczen II klasy liceum, fot. a.n., Warszawa 1939 KRZYSZTOF KAMIL BACZYNSKI - POLISH POET. Krzysztof Kamil Baczynski (1921-1944) - polski poeta czasu wojny, podchorazy, zolnierz Armii Krajowej, podharcmistrz Szarych Szeregow, jeden z przedstawicieli pokolenia kolumbow. Zginal w czasie powstania warszawskiego jako zolnierz batalionu AK "Parasol".

Kiedy dawniej słyszałam pytanie „Kto jest Twoim idolem?”, często miałam z nim nie lata kłopot. Nie potrafiłam zwyczajnie odpowiedzieć „nikt”, bo w świecie nastolatków mogłoby to zostać poczytane jako obciach, dziś jednak mam swojego idola – jest nim Krzysztof Kamil Baczyński. Dla mnie największy poeta.

Baczyński był jedynakiem, o którego zawsze przesadnie troszczyła się nadopiekuńcza matka. Uczył się przeciętnie, na świadectwach miał głównie oceny dostateczne. Mimo to miał w sobie to coś. Wiele o nim mówią wspomnienia kolegi ze szkoły, Wiesława Kuklińskiego: „On mi odpowiadał poziomem intelektualnym. Większość młodzieży w naszym wieku była zawadiacka, zuchwała, a on umiarkowany, spokojny, rozważny – on się namyślił, zanim coś powiedział…”[1]. Po maturze miał rozpocząć studia w warszawskiej ASP. Przed Baczyńskim otworzyły się jednak znacznie ciekawsze możliwości. Miał szansę na studia we Francji. Wszystko było już gotowe. Na drodze do realizacji stanęła śmierć ojca, a zaraz po niej wybuch II Wojny Światowej.

Po śmierci ojca Baczyński, w wieku osiemnastu lat, musiał dorosnąć, aby przejąć rolę głowy rodziny. Znalazł dorywczą pracę, a żal po stracie ojca ukrywał w swoich wierszach. Nie było mu łatwo. Do tej pory żył beztrosko. Był chorowitym dzieckiem, dlatego rodzice rozpieszczali swojego jedynaka. Często wyjeżdżał w podróże mające na celu podreperowanie zdrowia, na co tylko nieliczni warszawiacy mogli sobie pozwolić.

Baczyński był wiecznym romantykiem. W czasie wakacyjnych wyjazdów co rusz  zakochiwał się w pięknych koleżankach. Raz nawet, jeszcze jako nastolatek, był pewien, że spotkał tę jedyną. Planował się oświadczyć, niestety rodzice sprzeciwili się tym planom, mając na względzie bardzo młody wiek chłopaka. Miłość, a może raczej sympatia powstała pod wpływem wojennej atmosfery, pojawiła się znienacka. Wybranką serca poety okazała się Barbara Drabczyńska, rok młodsza koleżanka poznana na zajęciach z tajnej polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pobrali się pół roku później. Nie chcieli czekać. Przecież nie wiedzieli, jak wiele wspólnych dni przyjdzie im jeszcze przeżyć. Czuli, że muszą żyć intensywnie, łapać każdy dzień, tak żeby przeżyć jak najwięcej w zbyt krótkim czasie.

Ślub wzięli 3 czerwca 1942 roku w kościele na Solcu. Nowożeńcy byli bardzo młodzi. Poeta Jarosław Iwaszkiewicz wspomina, że cała uroczystość wyglądała nie na ślub lecz na pierwszą komunię. Wpływ na to miał wygląd obojga. Baczyński był blondynem o delikatnych i regularnych rysach twarzy, miał cerę marmurowo bladą i niebieskie oczy o ciemnych rzęsach. Młodzieńczego wyglądu dodawał mu także wzrost. Podobnie było w przypadku uroczej Basi, uśmiechniętej na niemal każdym zdjęciu.

Wraz z biegiem lat, a także rosnącą grozą okupacji, Baczyński stawał się gorliwszym patriotą. Angażował się wszędzie, gdzie tylko mógł. Nie zawsze przystawano na jego kandydaturę. Dokuczliwa astma nie pozwalała mu na wiele, a przecież nikt nie potrzebował w swoim oddziale wątłego blondyna. Młody poeta był jednak nieugięty. Szybko zyskał szacunek wśród kolegów, którzy dyskretnie próbowali odciążać go w trudniejszych zadaniach. Chciano chronić jego życie, cenniejsze niż innych. Baczyński był przede wszystkim poetą, dopiero później żołnierzem. Często namawiano go, żeby zrezygnował, zbyt wiele miał do stracenia. Był nieugięty. Rwał się do walki pod każdą postacią. Nie rozumiał, że najbardziej pomaga pisząc i zagrzewając do walki.

Nigdy nie wiemy jak pod wpływem przeróżnych zdarzeń potoczy się nasze życie. Baczyński żył i tworzył w czasach okupacji. Nie było mu dane pisać w wolnej Polsce. Zginał dokładnie 73 lata temu. Gdyby dożył czasów nam współczesnych (a byłoby to możliwe, jest rówieśnikiem księcia Filipa, męża królowej Elżbiety) z pewnością stałby dziś wśród weteranów, którzy przeżyli. Byłby starszym panem otoczonym gromadką dzieci i wnuków, a może nawet prawnuków. Niestety nie dożył tej chwili, wojna zabrała mu to co najcenniejsze – życie. Dziś powinniśmy oddać mu hołd za ofiarę jaką złożył za wolność. Nie zrobił tego dla siebie – walczył i zginął dla nas.

 

[1] W. Budzyński, Testament Krzysztofa Kamila, Twój Styl, Warszawa 1998.

04.08.2017 r.

więcej w dziale Miszmasz: