„Welcome to Burlesque!”

Jak świat światem, rozrywka zawsze miała stokroć szersze powodzenie od wielkiej sztuki. Z domami publicznymi nigdy nie mogły konkurować panteony.” Jerzy Waldorff

burduza
Ilustacja: Izabela Sobierajska

A gdyby połączyć sztukę i rozrywkę? Dom publiczny z panteonem? Czy mielibyśmy do czynienia z czystą profanacją, złem koniecznym czy wolnością twórcy? I wreszcie, czy burleska, która nie stroni od negliżu, prezentowana w – zdawać by się mogło – podrzędnych pubach, a jednak wciąż na scenie, łączy te antagonizmy?
Burleska uznawana jest za formę teatralną wywodzącą się od travesty, a więc przedstawienia, wyśmiewającego sytuacje polityczną, zachowania obecne w tak zwanych wyższych sferach czy najzwyczajniej w świecie wybitne dzieła, odgrywanego dla prostych ludzi. W połączeniu z rozkwitem kabaretu erotycznego we Francji, czyli słynnymi falbaniastymi spódnicami odsłaniającymi nogi przy tańcu, pozwoliły ukształtować się burlesce, która swoją sławę zawdzięcza tak zwanym British Blondies – dziewczyny podbiły Amerykę w XIXw. Od tamtej pory burleska jest powszechnie znaną formą rozrywki, która budziła i budzi niestygnące zainteresowanie. Ani wojna ani kryzys nie powstrzymały jej rozwoju, gdyż była ona idealna dla znudzonych i zrezygnowanych żołnierzy, a także była wspaniałą możliwością ucieczki od problemów życia codziennego. Przemysł filmowy również pragnął być udziałem jej sukcesu, tworząc musicale i kabarety z widocznym wpływem burleski. Po dziś dzień obserwujemy jak powstaje coraz więcej nowych miejsc nie tylko prezentujących ten gatunek teatralny, ale także inspirujący się nim przy tworzeniu nowych form.

Do głównych cech burleski należy oczywiście negliż, ale pozbawiony dosłowności. Nie mamy do czynienia z rozbierającymi się kobietami, ale z artystkami kokietującymi widownie, drażniącymi się z nią pokazując coraz więcej, to znów zasłaniając bądź ukrywając się za rekwizytami. Najważniejszym bowiem celem jest od zawsze dostarczanie ekscytacji patrzącym. Oprócz tego mamy tu możliwość obcowania z niewybrednym żartem pojawiającym się najczęściej w drugim akcie, czyli w skeczu komediowym. W tych odważniejszych przedstawieniach często zdarza się, że widzowie zapraszani są na scenę i stają się ważnym o ile nie najważniejszym elementem show. Burleska to wyrafinowana forma rozrywki przepełniona, konieczną w tym wypadku, ekstrawagancją, ukazująca wizerunek kobiety wyzwolonej i pożądanej, co w przeszłości miało duży wpływ na purytańskie postrzeganie kobiecości. Centralnym punktem jest kuszenie i uwodzenie, na szczęście dla gatunku, tematyka seksu traktowana jest z humorem, dzięki czemu broni się przed kiczem. Wszystko to odbywa się przy akompaniamencie muzyki pomagającej niejednokrotnie w ciekawszej interpretacji.

W Angielskiej dzielnicy Soho, słynącej z oryginalnych bywalców tamtejszych ulicy, w centralnym punkcie mieści się Madam Jojo’s. Pod jej dachem odgrywane są wciąż unowocześniane burleski i goszczą najsłynniejsze angielskie gwiazdy tego gatunku. W każdą pierwszą niedzielę miesiąca na małej scenie pojawia się Finger In The Pie Cabaret. Jest to często nagradzana grupa artystów z komicznym prowadzącym Michaelem Twaitsem – drag queen odzianym zwykle w skąpe sukienki. Na scenie prezentują się także: Heffernan w swojej surrealistycznej komedii, Jacob Edwards z jego szczególnym żartem i oczywiście piękne kobiety zadziwiające niesamowitymi pomysłami na to, w jaki sposób się rozebrać. Widzowie zachęcani są do częstych oklasków, okrzyków i westchnień. Część kabaretowa autentycznie śmieszy, zwłaszcza niemiecka pani generał ze swoim mocnym akcentem. Największym atutem Finger In The Pie jest to, że nie żenują swoimi występami, publiczność świetnie się bawi i szczerze raduje na widok opadających części garderoby, nawet (a może zwłaszcza) jej damska połowa. Jest to przyjemny sposób na spędzenie niedzielnego wieczoru i zawsze niezawodny na zapominanie o znienawidzonym przez wszystkich poniedziałku.

Burleska to forma teatralna, której głównym celem jest rozrywka. Nie ma sensu porównywać jej do dzieł Szekspira odgrywanych na West Endzie, nie o to w niej chodzi. Od prawie dwustu lat bawi i zachwyca mniej wybredną widownie, pozwalając oderwać się od smutków otaczającego świata. Udowadnia, że nagość potrafi ekscytować, ale również najzwyczajniej w świecie śmieszyć, cały czas hołdując słowom pani Stein:

„Rozrywka pomaga tracić świadomość upływu czasu.”

23.05.2014

więcej w dziale Scena: